PRZYJAZD ANI I PIĘKNA WALENTYNKOWA MIŁOŚĆ

We wtorek rano budzimy się i po przedpołudniowych zajęciach idziemy na obiad. Woła nas ksiądz Piotr i przekazuje telefon z otwartą video rozmową z Pauliną, która przyjeżdża tutaj na miesiąc na początku marca. Opowiadamy jej jak tutaj wygląda życie, odpowiadamy na kilka pytań. Dalsza część dnia tak samo jak środa i czwartek są bardzo schematyczne. W czwartek odwiedza nas grupa Polaków. Zwiedzają Kunkujang i przekazują artykuły plastyczne i sportowe na ręce dzieci z oratorium.

W piątek oczekujemy na przyjazd Ani. Do południa i w przerwach pomiędzy zajęciami sprzątamy jej pokój. Ścielimy łóżko, ścieramy kurz, którego w porze suchej ilość jest ogromna, zamiatamy i zmywamy podłogę. Po obiedzie, gdy my idziemy prowadzić zajęcia, ksiądz Piotr jedzie do Banjulu na lotnisko po Anię. Niestety ze względu na lekcje nie możemy pojechać razem z nim. Przed różańcem father Peter podjeżdża pod dom. Idziemy przywitać się z Anią. To jej pierwszy raz w Afryce, nie wiem kto tym faktem jest bardziej podekscytowany- my czy ona. Ania zostaje chwilę w pokoju, a my szykujemy imprezę walentynkową. O 19 Ania dołącza do copiątkowej wieczornej mszy. W połowie mszy Emanuel na ucho pyta się mnie kim jest toubab (w lokalnym języku oznacza to białego człowieka), który siedzi z tyłu. Odpowiadam mu, że jest to Ania z Polski, która przyjechała tutaj na 2 tygodnie i przez najbliższe 14 dni będzie tutaj z nami. W kaplicy większość jest wystrojona w biało- czarno- czerwone kolory. Po mszy wszyscy bardzo podekscytowani witają Anię. Idziemy do domu misyjnego zjeść kolację, a następnie wspólnie idziemy do holu na imprezę walentynkową. Wstęp mają tylko dzieciaki zapisane do Don Bosco Youth Center (Centrum Młodzieżowe Księdza Bosko). Część dzieciaków zapisała się dzisiaj rano, aby móc uczestniczyć w zabawie! Ksiądz Piotr zaczyna od wprowadzenia czym jest miłość. Następnie wszyscy śpiewamy wspólnie piosenkę „Excess love” (tłum. Nadmiar miłości). „Jezu, kochasz mnie za mocno”- słowa te bardzo wyraźnie wybrzmiewają. Następnie ksiądz Piotr woła mnie, Gabriela i siostrę, byśmy zasiedli w jury. Rozpoczyna się konkurs, są 3 kategorie. Karaoke, wiersz, wybrana piosenka z tańcem. Wszystko ma odnosić się do miłości. Na koniec, gdy my się naradzamy co do wyników- występuje grupa tańca nowoczesnego. Nadchodzi czas ogłoszenia wyników. W każdej kategorii jest 3 zwycięzców. Przy scenie stoi stolik z różnymi nagrodami- od kredek, mazaków, zeszytów, po ubrania i buty. Zwycięzcy mogą podejść do stolika i wybrać dla siebie nagrodę. Siostra wyczytuje imiona zwycięzców, za chwilę po kolei zaczynają oni podchodzić po zasłużone nagrody. Stolik z nagrodami stoi zaraz ono stolika jury, przy którym siedzę. Widzę więc dokładnie jakie upominki są wybierane. Ania zmęczona po podróży wraca do domu. W pewnym momencie do stolika podchodzi Louie- uczeń klasy 6. Bierze ze stolika małe sportowe chłopięce buty. Zastanawia mnie to, ksiądz Piotr do mikrofonu mówi, że te buty chyba dla niego za małe. Louie zadowolony z wygranej mówi „Wiem, biorę je dla młodszego brata”. Chwilę później przychodzi do stolika inny chłopiec i bierze dziewczęce tenisówki. Idzie do dziewczynki siedzącej w drugim rzędzie na krześle i jej je wręcza. Zaraz animator, który dostał nagrodę za swój autorski wiersz, chorujący na białaczkę również bierze małe buciki mówiąc, że przekaże je jakiemuś małemu chłopcu. Wzruszam się. Po konkursie zostaje włączona muzyka i wszyscy tańczą i śpiewają. Z Adą czujemy się bardzo zmęczone, chcemy więc iść już do domu. Ksiądz Piotr zatrzymuje nas mówiąc, że zaraz będą nasze tańce. Po chwili faktycznie tańczymy Opa Opa, Waka Waka, Such a happy Day. Wszyscy bezbłędnie pamiętają kroki. Po kilku minutach tańca zbieramy się do spania. Impreza trwa jeszcze około 40 minut. BYŁY TO ZDECYDOWANIE NAJPIĘKNIEJSZE WALENTYNKI MOJEGO ŻYCIA. 

 

Następnego dnia jedziemy do Banjulu pochować Polaka, który niedawno podczas swojego pobytu zmarł tutaj w Gambii. Pokochał ten kraj wiele lat temu. Poza nami na cmentarzu był Gambijczyk- muzułmanin, który był w kontakcie z córką zmarłego i wszystko pozałatwiał oraz grabarz- ojciec siostry Adjouy, która w wakacje była jeszcze w Kunkujang- teraz jest w Senegalu. Pan Grzegorz- tak miał na imię miał ogromne szczęście móc zostać pochowanym przy obecności księdza, na dodatek polskiego, który może się za niego pomodlić. Cała ceremonia odbywa się w języku polskim. Ksiądz Piotr czyta również wysłany do niego list od córki Pana Grzegorza, w którym opisała kim on był. Cmentarz położony jest nad samym oceanem. Nie ma świeczek, zniczy. Na niektórych grobach leżą jakieś kwiatki. Widać od razu, że nie jest on zbyt często odwiedzany. Jednak jest piękny. Mogę śmiało powiedzieć, że jest to najpiękniejszy cmentarz, na jakim kiedykolwiek byłam. Po pogrzebie jedziemy do Senegambii do restauracji Poco Loco, gdzie czeka już na nas vice prezes Poczty Polskiej. Od znajomego dostał numer od księdza Piotra i podczas urlopu z rodziną postanowił go poznać i zobaczyć naszą wioskę. Jemy obiad w jego towarzystwie, a następnie umawiamy się, że razem z rodziną przyjedzie do Kunku we wtorek na obchody Dnia Niepodległości. My wracamy do Kunkujang, a Pan Grzegorz do hotelu, gdzie czekają na niego żona i dwie córki. Idziemy do holu posprzątać i przygotować przestrzeń na walentynkową kolację. Zamiatamy, układamy stoły, robimy dekoracje, dmuchamy balony, przenosimy ugotowane przez animatorki potrawy. Idziemy do domu ubrać się i pomalować. Wystrojone idziemy do holu, gdzie rozpoczynamy wieczór wspólną modlitwą. Brown, z którą spędziłyśmy dużo czasu w kuchni podczas wakacyjnej półkolonii prosi nas o pomoc w serwowaniu jedzenia. Bez zawahania zgadzamy się. Każdy wygląda PRZEPIĘKNIE! Po zakończonym posiłku nadchodzi czas na zdjęcia. Każdy pozuje- sam, z partnerem czy w grupach. Robimy dużo różnych zdjęć. Następnym punktem programu jest taniec. Tańczymy do ok. 00:30, aż zostaje włączony hymn narodowy, który wspólnie odśpiewujemy. W Gambii ten sposób kończy się imprezy. Nie jest to jednak oznaka patriotyzmu. Taka forma przyjęła się w celu sprawnych, efektywnych zakończeń dyskotek. Imprezy można przedłużać, prosić o jeszcze jedną i następną i kolejną piosenkę. Jednak gdy zostaje włączony hymn narodowy- każdy wie, że jest to ostateczny koniec zabawy. Wszyscy zostają pomóc posprzątać, dzięki czemu bardzo szybko jest już czysto.

W niedzielę rano wstajemy po 10 i idziemy prosto na mszę o 10:30. Po Eucharystii pod kościołem witamy się z parafianami. Następnie idziemy coś zjeść. Jest prawie 13, w sumie to już pora obiadu. W niedziele Therese ma wolne, nie ma żadnej innej kucharki. Zjadamy więc brunch (połączenie angielskich słów breakfast- śniadanie i lunch- obiad- oznacza późny pierwszy posiłek w ciągu dnia pełniący rolę zarówno śniadania jak i obiadu). Cieszymy się kabanosami które przywiozła z Polski Ania. Po posiłku idziemy do domów chwilę odpocząć, a o 16 wyjeżdżamy z animatorami na plażę. W drodze powrotnej zatrzymujemy się w Tujereng i razem z Jamesem wychodzę z auta do sklepu. Kupujemy kus- kus, jogurt naturalny i skondensowane mleko w puszce, planujemy przygotować chakri. Jest to lokalny deser- bardzo prosty w przygotowaniu. Do jogurtu naturalnego dodajemy odrobinę cukru i mleko skondensowane, a następnie mieszamy z wcześniej zalaną wrzątkiem kaszą kus- kus. Potrawa ta wciąga, nie da się skończyć na jednej łyżeczce!! Ksiądz Peace i brat Julius są w innej wiosce na jakiś rekolekcjach. Ja, Ada i Ania przygotowujemy więc polską kolację. Gotujemy więc jajka na miękko, kroimy kiełbasę, kabanosy, pomidorki i ogórki. Ksiądz Piotr przychodzi chwilę przed 20 i nie ukrywa swojego zadowolenia z polskiego posiłku. Gdy kończymy jeść- wraca ksiądz Peace z bratem Juliusem. Siadają do stołu, a Peace pyta się gdzie jest jedzenie. Wszyscy wybuchamy śmiechem. Father Peter tłumaczy, że to jest właśnie typowa polska kolacja. Nie jemy tak jak tutaj drugiego obiadu na kolację.

W poniedziałek wstajemy wcześnie rano i o 7:30 Ada, Ania, ksiądz Piotr, Julius, James i ja jedziemy do biura imigracji przedłużyć nasze nieważne już wizy oraz karty pobytu księdza i brata. Około 8:30 jesteśmy na miejscu i ustawiamy się w kolejce. Dzięki znajomościom Jamesa udaje nam się załatwić wszystko stosunkowo szybko, wychodzimy stamtąd o 12:30, podczas gdy kobieta, która stała przed nami w kolejce wciąż tam czeka. W drodze powrotnej zatrzymujemy się przy targu rzemieślniczym i u znanego nam już z wakacji Gabriela zamawiamy przeróżne rzeczy do sklepiku misyjnego. Zaraz potem wracamy, ale po drodze parkujemy jeszcze w Tanji przy kajakach. Ania, Ada, James i ja wychodzimy i pytamy się o szczegóły spływu. Ze względu na to, że jesteśmy wolontariuszkami dostajemy lokalne ceny- o połowę niższe od cen dla turystów. Spływ rozpoczyna się o 7 rano i trwa conajmniej 4 godziny. Płynie się 3,5km z przerwą na wyspie. Rano słońce jeszcze nie jest jeszcze takie silne i rano słychać i można zobaczyć przepiękne gambijskie ptaki. Umawiamy się z Jamesem na następną sobotę i jedziemy do Kunku. Jemy obiad, ksiądz Piotr idzie odpocząć. Mówi, że o 18 przed różańcem będzie odprawiał mszę, bo rano nie dał rady wstać, więc zaprasza. Rozmawiamy z Anią i tak się wkręcamy w rozmowę, że nagle z 15 zrobiła się 17:45. Idziemy szybko do domu się ogarnąć i biegniemy na mszę. Zaraz potem różaniec, nieszpory, spotkanie dla animatorów, na którym ogłaszamy, że we wtorek bez sprawdzania obecności będziemy czekać na nich w trakcie zajęć, aby wytłumaczyć im to, czego nie rozumieją, bo w środę będzie egzamin. Planujemy wymieszać grupy i podzielić ich ze względu na tempo pracy. Jedna grupa będzie bardziej zaawansowana, szybciej robiła materiał, a druga spokojniej, mniej zaawansowana. We wtorek i w środę nie będzie lekcji komputerowych. Jutro będzie 55 rocznica odzyskania niepodległości przez Gambię i w Kunkujang są obchody tego święta. Zjadą się okoliczne szkoły i będzie tu uroczysta parada. W środę natomiast będzie państwowy dzień wolny od pracy ze względu na świętowanie tych wydarzeń. Dzień kończymy z uśmiechami na twarzach, ciesząc się, że dzięki narodowym obchodom zyskujemy 2 dni wolnego.

 

Monika

Gambia - praca w Oratorium 2020

28 lutego, 2020 View Profile

Projekt jest odpowiedzią na zaproszenie Salezjanów, którzy dopiero rozpoczynają pracę w Gambii. Od kilku miesięcy na placówce misyjnej funkcjonuje codzienne Oratorium. To tutaj będą posługiwać wolontariuszki. Do ich zadań należeć będzie prowadzenie zajęć komputerowych. Monika Kuźmicka - absolwentka Liceum Salezjańskiego we Wrocławiu. Brała już wcześniej udział w projektach realizowanych przez szkolny wolontariat w Ghanie i właśnie w Gambii. Jak sama mówi "w wolontariacie chodzi przede wszystkim współpracę i poznanie tej lokalnej kultury i próba zrozumienia jej. Bezinteresowna pomoc przynosi mi ogromną radość." Adrianna Orłowska - absolwentka Liceum Sióstr Urszulanek we Wrocławiu. Brała udział w projektach Szkolnego Wolontariatu Misyjnego przy Liceum Salezjańskim w Ghanie, Liberii i Gambii. "Chciałabym zobaczyć z jakimi problemami na co dzień zmaga się Gambia, postarać się zrozumieć ten kraj i przybliżyć sobie tę zupełnie obcą kulturę. Wolontariat misyjny to przede wszystkim współpraca z innymi wolontariuszami. Mam nadzieję że nasza praca będzie jak najbardziej owocna i przyniesie wiele radości mieszkańcom".