Posterunek policji i wioskowe trudności

Sobotni poranek jednak pokrzyżował nam wszystkie plany. Kunkujang Mariama to bezpieczne miejsce, bez obaw poruszamy się po nim nawet po zachodzie słońca. Jednak tak jak wszędzie, także tutaj znajdą się osoby, które nie mają dobrych intencji w stosunku do mieszkańców wioski i do nas.

 Podczas porannych porządków orientujemy się, że na biurku nie ma mojego laptopa, którego ładowałam w nocy. Po starannych przeszukaniach pokoju, nie udało nam się go znaleźć. Po chwili zauważam, że zasłonka okna nie jest prawidłowo zawieszona. Wychodzimy na zewnątrz, aby obejrzeć okno i w tym momencie potwierdzają się moje przypuszczenia. Gdy zasnęłyśmy ktoś otworzył okno i rozciął moskitierę zabierając ze sobą mojego laptopa. Wołamy siostry i księdza, aby wyjaśnić tę sprawę, robimy przemeblowanie i zasłaniamy okno szafą, a następnie razem z księdzem Piotrem i miejscowym policjantem jedziemy na posterunek, aby zgłosić sprawę. Jak się okazuje, tej samej nocy został okradziony także sklep. Od paru miesięcy zaczęły ginąć tutaj różne rzeczy, od ryżu i oleju po komórki i laptopy mieszkańców. Posterunek policji znajduję się w Tujeren, wiosce obok. Pod drzewem siedzą policjanci na ławce, wchodzimy do jednopokojowego, ciasnego pomieszczenia. Ogromny stół zajmuje większość powierzchni komisariatu, nie ma osobnego pokoju do przesłuchań ani komputera. Swoje zeznania zapisuje na kartce papieru, a uśmiechnięta policjantka Fatima robi kopie przepisując wszystko co napisałam. Następnie jedziemy na miejsce zdarzenia. Samochód policji się popsuł, więc wsiadają na pakę naszego auta i jadą z nami do naszej wioski. Po krótkiej rozmowie z Fatimą, dowiadujemy się, że nie potrafi używać komputera, dlatego wszystko przepisują na kartkach. Opowiada nam też o tym, że jej koleżanka mieszka w Polsce. Dojechaliśmy do naszego domu. Policjanci odsuwają szafę i każą pokazać okno przez które został zabrany laptop, robią zdjęcia i odwozimy ich na komisariat.

Kunkujang Mariama to mała wioska, każdy się tutaj zna, bardzo łatwo jest wyłonić podejrzanych o kradzieże. Nikt jednak nie reaguje na znikające rzeczy i rabieże. Osoba, która zgłasza swoją sprawę na policje jest traktowana gorzej niżeli ta, która rzeczywiście popełniła przestępstwo. Po niedzielnej mszy mężczyźni z wioski zorganizowali spotkanie, nie chcą dłużej pozwalać na rozbój w wiosce. Zrozumieli, że ich wcześniejsza ignorancja sprawy dawała pole do działania i dalszych kradzieży. Na ten czas przeprowadziłyśmy się do internatu sióstr, straciłyśmy poczucie bezpieczeństwa, bardzo zabolała nas też ta sytuacja. Z jednej strony nie chciałyśmy nikogo oceniać, ludzie tutaj zmagają się z różnymi problemami, czasami sytuacja materialna lub trudna przeszłość może zmusić do takich czynów. Z drugiej strony było nam żal mieszkańców, którzy przestawali czuć się bezpiecznie i tracili swoje ciężko zarobione pieniądze. Pierwszą informację dostaliśmy od Any, której kilka tygodni wcześniej zaginął telefon, przeprowadziła własne śledztwo i po kilku dniach ktoś podrzucił jej własność pod drzwi. Gdy weszła w galerię swoich zdjęć ujrzała na nich zdjęcia Nelsona, jej kolegi z podstawówki. Podzieliła się z nami tą informacją, niestety jak się okazał Nelson wyjechał z wioski. Wszyscy zaangażowali się w rozwiązanie zagadki kradzieży. Jest poniedziałek, zadyszany James wbiega do jadalni,  w której jemy śniadanie z księżmi. Krzyczy, że musimy iść, bo widział jak Nelson wrócił do domu i za chwilkę znowu ucieknie. Ksiądz Piotr uspokoił go i zaczął obmyślać plan jak go zajść, przecież jeden z nich musiał przywieźć policjantów. Father Carlos i brat Jules poszli pod dom Nelsona, a Ksiądz Piotr i James pojechali na posterunek policji. Wszystko poszło po ich myśli, chłopiec przyznał się do niektórych kradzieży jednak za zabranie mojego laptopa oskarżył Pierra, który w tym czasie chował się za domem. Dzięki sprytnemu działaniu policji udało się schwytać dwóch podejrzanych. Zabrali ich na komisariat. Pierre nie chciał nic mówić, dopiero po nocy spędzonej w celi zaczął zeznawać. Stwierdził, że jeden mężczyzna chciał sprzedać mu laptopa, jednak on nie miał pieniędzy i wysłał go do studenta, który potrzebował komputera.  Ksiądz Piotr i policjanci udają się do domu chłopaka w Serekundzie. Nie ma go, jak się później okazało pisał egzamin. Po skontaktowaniu się z nim, przyznaje że zna sprawę i  oddaje mojego laptopa, był dla niego bezużyteczny, wszędzie miałam hasła, moje imię i nazwisko na ekranie.

To co był dla mnie zaskakujące to spokój mieszkańców, każdy z ich zapewniał mnie że wszystko się odnajdzie i zobaczę swoją własność. Była to dla mnie ogromna lekcja, uświadomiłam sobie jak współpraca, serdeczność ludzi, chęć pomocy doprowadziła nas do złodzieja. Przy okazji tej sytuacji wypłynęło wiele problemów wioski. Dyrektor szkoły z Kunkujang powiedział, że każda z tych młodych osób, które schodzą na złą drogę jest samotna. Ich rodzice pracują od rana do nocy, więc ci przestają chodzić do szkoły, buntują się, szukają osób które stają się ich autorytetami. Nie zawsze udaje im się trafić na właściwych ludzi. Po wszystkim przychodziło do nas wiele osób, prosili aby doprowadzić tę sprawę do końca, chcieli sprawiedliwości, o którą sami bali się zawalczyć. Współpraca i wsparcie jakie dostałyśmy od sióstr, księży, animatorów i mieszkańców wioski pokazało mi jak ważna jest wspólnota a ignorancja prowadzi do obojętności, której tak dużo w dzisiejszym świecie.

Ada