PANONO PANONO

Cztery lata po mojej pierwszej misji w Liberii udało mi się wrócić do Afryki, tym razem do Zambii.

Byłem niesamowicie zdziwony kiedy okazało się, że w domu dla wolontariuszy będzie Nas ósemka, ponieważ oprócz mnie i Marysi były tam również dwie dziewczyny z Niemiec i czterej chłopacy z Polski. Już po pierwszym dniu zrozumiałem, że nawet 8 wolontariuszy to wciąż za mało. Codziennie mamy bardzo dużo obowiązków, czy to praca w ogrodzie, 3 godziny oratorium, a na koniec dnia prawie dwie godziny nauki z dziećmi. Średnio na oratorium jest po 150 dzieci, więc razem z nimi gramy w koszykówkę, piłkę nożną, siatkówkę, netball, uno, warcaby czy tenisa stołowego. Po całej zabawie oczywiście jest czas na słówko na dobranoc od ksiedza Josepha. W międzyczasie malujemy jeszcze szkołę i inne miejsca farbą, dlatego czuję, że pomimo miesięcznej misji będziemy w stanie dać od siebie bardzo dużo. Gdy przedstawiałem się dzieciom, pomyślałem, że skoro w Liberii mówili do mnie Rado to w Zambii również to przejdzie, jak się okazało, wiele osób nazywa mnie Ronaldo. Długo zastanawiałem się nad tym, jak nazwać swój pierwszy wpis o misji w Kazembe, aż nie złapałem się sam na tym, że w myślach powiedziałem do siebie panono panono, co znaczy spokojnie, spokojnie. Właśnie tak żyją tu mieszkańcy Zambii, mamy czas na wszystko i nie ma co się spieszyć. To pewnie tylko jedna z wielu różnic między Afryką a Europą, ale o kolejnych opowiem pewnie w swoim następnym blogu.

Radek