NASZA SZKOŁA BĘDZIE W KOŃCU PIĘKNA
Posted on |

08.01.2026
Gdy nauczyciel Lazaro znajduje dla mnie chwilę, idziemy razem do sklepu zapytać o ceny farb do malowania ścian. Okazuje się, że sklep jest dosłownie naprzeciwko szkoły. Wita nas miły pan, który niestety mówi tylko po arabsku — tym bardziej cieszę się, że nie poszłam sama. Pokazuje mi małe farby, które wychodzą po około 8 zł za sztukę. Dostępne są tylko cztery kolory, ale sprzedawca jest bardzo chętny do współpracy i obiecuje sprawdzić dostępność innych — być może trochę droższych.
Finalnie wszystko powinno zamknąć się w około 50 zł za siedem kolorów, co wydaje mi się bardzo dobrą ceną. Gdy będę potrzebowała więcej farb, będę mogła po prostu wrócić. Mówi, że może je przygotować nawet w piętnaście minut, ale proszę, żeby zrobił to na jutro — nie mam dziś przy sobie pieniędzy ani dokumentów do faktury, a chcę kupić je z funduszy projektowych.
Dziękuję z całego serca Lazaro za poświęcony czas i pomoc. Czuję ogromną sprawczość i dumę. Jak nie pozwolili mi pomalować św. Józefa w szkole st. Joseph “drzwiami”, to wykonam drzewo w Auxiliumie “oknem” 🙂. Jeszcze miesiąc temu kupowanie farb w Sudanie Południowym wydawałoby mi się czymś zupełnie abstrakcyjnym. A teraz po prostu idę do sklepu i załatwiam sprawę.
Zagaduję dziewczyny z ósmej klasy. Jeśli będą chciały, mogą mi pomóc przy malowaniu. Prawdopodobnie będziemy spotykać się o 12:00.
Po kilku dniach, biorę nauczycielkę z pierwszej klasy i idziemy w końcu kupić farby, które czekają na mnie od piątku. Sklep jest naprzeciwko szkoły. Sprzedawca jest zdziwiony, że wcześniej nie przyszłam — tłumaczę, że nie wiedziałam, iż w piątki sklepy są zamknięte, i przepraszam. Mówi, że nic się nie stało, ale oddał już farby, bo myślał, że zrezygnowałam. Musimy więc poczekać.
„Pięć minut” zamienia się w czterdzieści, ale ten czas wcale mi nie przeszkadza. Podchodzi do nas mała dziewczynka sprzedająca ręcznie robione kapelusze. Mówi tylko po arabsku, więc nauczycielka staje się tłumaczem. Dziewczynka jest bardzo żywa, bez przerwy mówi, pokazuje na mnie palcem, wskazuje moje włosy. Okazuje się, że nie wierzy, iż są prawdziwe, a nie peruką. Mówię, żeby dotknęła. Robi to bez najmniejszego skrępowania, ciągnąc mnie nawet za grzywkę. To ją ostatecznie przekonuje. Opowiada nam też różne historie. Trudno powiedzieć, na ile prawdziwe – o siostrach bliźniaczkach, o szkole, do której chodzi. W końcu wraca sprzedawca z farbami.
14.01.2026
Po przerwie biorę dwóch chłopców i zaczynamy czyścić ubrudzone (wszechobecnym pomarańczowym piachem) ściany pod malowanie. Pożyczamy duże wiadra od mamy Bakhity, kilka ścierek i wodę z mydłem. Szorujemy długo, choć efekt nie jest idealny. Dopiero gdy mama Bakhita przychodzi nam pomóc, ściany naprawdę zaczynają wyglądać porządnie. Ta kobieta jest stworzona do wszystkiego. Mówię jej wprost, że jest szefową. Ona śmieje się na całą szkołę.
Później zaczynam szkicowanie muralu. Natychmiast zbiera się widownia. Dzieci siadają pod ścianą i obserwują każdy mój ruch. Słyszę słowa zachwytu, widzę ekscytację, chęć pomocy i zdziwienie, gdy odkrywają, że gumką można mazać po ścianie. Co chwilę podchodzą też nauczyciele, dopytują, “co będzie malowane”. Chłopcy przynoszą mi drabinę, gdy ich o to proszę.
Z ósmoklasistkami rozkładamy kartony na podłodze, żeby jej nie pobrudzić. Tłumaczę, jak malować: powoli, dokładnie, bez pośpiechu. To dla mnie ogromna walka z perfekcjonizmem. W mojej głowie mural powinien być idealny, dopracowany w każdym detalu. Zwłaszcza po tym, ile kosztowało mnie czasu i energii załatwienie farb i materiałów. W pewnym momencie puszczam to wszystko. Myślę sobie, że ważniejsze jest to, by dziewczynki miały jedyną w swoim życiu okazję pomalować ścianę, współtworzyć swoją szkołę, poczuć sprawczość. To jest ważniejsze niż mój idealny obrazek.
Musimy też wymieszać zieloną i brązową farbę. Organizujemy prowizoryczne pojemniki i na szczęście kolory wychodzą naprawdę dobrze. Jestem zachwycona. Trochę maluję, trochę organizuję, nagrywam dziewczynki, robię zdjęcia. Jedna z nich, Jessica, mówi: „nasza szkoła będzie w końcu piękna”. W tym momencie pęka mi serce z radości.
Po pewnym czasie proszę o rozpoczęcie sprzątania w obu miejscach. Zmywanie farby z rąk okazuje się trudne. Nie pomyślałam o rękawiczkach i musimy używać benzyny, co jest trochę przerażające. Postanawiam, że jutro przyniosę rękawiczki dla wszystkich.
15.01.2026
Z powodu rekrutacji nie mam dziś zajęć z ósmą klasą – Edmund się nimi zajmuje. Dzięki temu zaczynam malować od rana. Lekko poprawiam też wczorajsze prace dziewczynek, bo jednak nie mogę znieść tych krzywych kwiatków i niedomalowanych liści. Przegrywam więc walkę z postanowieniem, żeby nie być perfekcyjną. Co chwilę ktoś przechodzi, zagaduje, mówi, że ładnie. Na przerwach dzieci krzyczą do mnie „sister, sister”, nic nie rozumiem z ich arabskich monologów, ale widzę ich radość i to wystarcza.
Po 11:00 dołączają dziewczynki z ósmej klasy. Rozplanuję im pracę i idę na artsy, które mam w tym samym czasie. Krążę między muralem a artsami. Brakuje nam zielonego, który planuję dokupić jutro rano. Dziewczyny same się organizują, same sprzątają. Jestem z nich naprawdę dumna.
16.01.2026
Idę po zieloną farbę. Chodzimy z nauczycielką Sobur od sklepu do sklepu – pięć różnych miejsc. Sprawdzam ceny, uczę się, gdzie nie dać się oszukać. Znajduję pędzle dwa razy tańsze i lepsze jakościowo. Jestem zachwycona tym biznesowym sukcesem. Negocjuję. Czuję się jak siostra Mai Van targująca cen na marketach. To bardzo satysfakcjonujące. Doceniam doświadczenie jeżdżenia z nią na zakupy.
I wreszcie – kończymy mural. Zielona farba jest w innym odcieniu, ale mi się podoba. Dziewczynki są bardziej krytyczne.
Najlepszy moment: odciskanie rąk. Wszyscy — dzieci, nauczyciele, mamy kucharki, ochroniarz, jego córeczka. Każdy zamacza rękę i odciska ją na ścianie jako “liść”. Nasz pierwszy mural jest skończony. W Auxiliumie wyrosło kolejne drzewo.
Styczeń – ciąg dalszy
Po muralu z drzewem przychodzi inny czas. Inny rodzaj pracy. Tamten projekt był wspólny – z dziewczynkami, z dziećmi, z nauczycielami, z całym chaosem, farbą na rękach i głośną radością. To drzewo naprawdę rosło z wielu rąk.
Teraz maluję inaczej – w ciszy i “samotności”.
Zaczynam kolejne obrazy, w innej części szkoły – realistyczne, ze zdjęć, które zrobiłyśmy kiedyś z Patką. Wpadam na pomysł przerysowania czterech fotografii, które będą nawiązywały do filarów oratorium św. Jana Bosko (dom-jedzące dzieci, szkoła-czytająca dziewczynka, Kościół-modlące się dzieci, boisko-dziewczynki skaczące na skakance). Najpierw przerysowuję obrysy z rzutnika Patrzę na te fotografie długo. Próbuję zrozumieć proporcje, kierunek światła. I cały czas mam w głowie to samo zdanie: przecież ja nie umiem malować realistycznie. Nigdy nie malowałam ścian. Totalnie wierzę, że Pan Bóg pomaga w takich momentach. Nigdy nie czułam tego tak wyraźnie jak tutaj, na misji. A może po prostu wcześniej nie umiałam tego tak nazwać.
Rodzice przechodzą obok – idą zarejestrować dzieci do szkoły. Jedni bez słowa, inni z „sabaharke”, kolejni z „good morning”. Jeden z nich zatrzymuje się na dłużej. Przygląda się każdemu pociągnięciu mojego pędzla. Czuję jego wzrok na plecach, trochę się spinam. W końcu się odwracam. Uśmiecha się i mówi: „Thank you that you are doing it for us.” Zamieram.
Innego dnia zaczynam robić coś innego – uczę. Pokazuję trzem nauczycielom: Samuelowi, Youhanie i Aleu, jak przerysowywać rysunek z rzutnika i malować na ścianie. Oddaję im schematy biologiczne, rysunki ciała ludzkiego, serce, kwiat, rozmnażanie roślin w sali ósmoklasistów. Patrzę, jak im wychodzi – serio świetnie. I po raz kolejny uczę się, że nie muszę wszystkiego robić sama i perfekcyjnie. Co więcej – nie zdążyłabym przecież wszystkiego tu zrobić sama.
Dostaję dużo dobrych słów — od pań kucharek, nauczycieli, ludzi przechodzących obok. Czasem mama Bakhita siada za mną i patrzy, jak maluję. Rozmawiamy o jej dzieciach, o wieku, o codzienności. Zawsze tak bardzo doceniam to, że zna te kilka angielskich słów. W pewnym momencie, zupełnie zwyczajnie, mówi do mnie: „I love you, Iga.” Chwilę później pyta, czy może pomóc. Jest najsłodsza. Daję jej prosty prostokąt do pomalowania. Cieszy się jak dziecko. Siostra Hathorky podbiega i robi nam zdjęcie.
Kolejnego dnia piszę pomiędzy obrazkami cytat św. Jana Bosko: „For me it is enough that you are young to love you very much.”.
Ten mural, te obrazy, farby na ścianach Auxilium — to wszystko powstało dzięki osobom, które wsparły naszą zbiórkę Be Kind Be Wau. To z tych pieniędzy kupiłam farby, pędzle i benzynę do zmywania rąk po malowaniu. Wasza dobroć naprawdę zmienia przestrzeń. Dziękuję. Shukuren
Iga
