PROCES PRZYJĘCIA DZIECI DO DOMU DZIECKA

Lagos to jeden z 36 stanów Nigerii i jednocześnie jedno z najbardziej zaludnionych miejsc na świecie. Liczy około 17,8 mln mieszkańców. Co szczególnie poruszające- aż około połowę tej populacji stanowią dzieci i młodzież do 18. roku życia. Za tymi liczbami kryją się jednak konkretne historie. Wielu młodych ludzi przyjeżdża do Lagos z nadzieją na lepsze życie. Niestety, rzeczywistość często okazuje się brutalna. Zamiast pracy i bezpieczeństwa pojawia się ubóstwo i wyzysk. Dla wielu dzieci ulica staje się codziennością. To tam dorastają, narażone na przemoc, handel ludźmi, uzależnienia czy konflikty z prawem. Właśnie do nich docierają Salezjanie, prowadzący Don Bosco House- ośrodek, który dla wielu staje się pierwszym prawdziwym domem od bardzo dawna. To miejsce daje schronienie, edukację, wsparcie emocjonalne i poczucie bezpieczeństwa. Jednak droga, którą dziecko musi przejść, aby się tam znaleźć, jest znacznie bardziej skomplikowana, niż można by przypuszczać.

Po swoich wcześniejszych doświadczeniach wolontariatu w Sudanie Południowym oczekiwałam, że Nigeria choć bardziej rozwinięta będzie rządziła się podobnymi prawami. Nic bardzie mylnego. W Sudanie Południowym problem bezdomności dotyczył tylko chłopców. Po ucieczce z domu w większości przypadków trafiali na ulicę, gdzie zostawali pozostawieni sami sobie. Nikogo nie dziwiło to, że kilkunastoletni chłopcy biegają po ulicach żebrząc o jedzenie lub drobne pieniądze. W mieście, w którym pracowałam księża Salezjanie prowadzili dom, do którego chłopcy zwykle sami przychodzili prosząc o pomoc. Następnie przez kilka miesięcy trwała resocjalizacja i dzieci ponownie integrowane były ze swoimi rodzinami. Oczywiście jeżeli sytuacja domowa na to pozwalała. Państwo nie miało ingerencji w cały ten proces.

W Nigerii wszystko wygląda inaczej. Dziecko żyjące na ulicy formalnie staje się podopiecznym państwa. W praktyce oznacza to, że księża mimo pracy z młodzieżą na ulicach, nie mogą przyjąć ich do domu, kiedy ci wyrażą taką chęć. Są dwie główne drogi pomocy.

Pierwsza z nich to powrót do rodziny.
Jeśli podczas rozmów na ulicy okaże się, że dziecko jest gotowe wrócić do domu, a jego sytuacja rodzinna na to pozwala, Salezjanie podejmują próbę reintegracji. To jednak nie jest jednorazowe działanie, lecz długotrwały proces. Przez kolejne miesiące, a często lata, monitorują sytuację dziecka. Utrzymują kontakt ze szkołą, rozmawiają z rodziną, odwiedzają domy. Bardzo często rodziny te zmagają się z ubóstwem, dlatego wsparcie obejmuje również pomoc finansową w zapewnieniu podstawowych potrzeb i edukacji dziecka. W takich sytuacjach ogromną rolę odgrywa również prowadzony przez nasz wolontariat program adopcji miłości, do którego takie dzieci zostają włączone.

Druga droga dotyczy dzieci, które nie chcą wrócić do domu lub zostały złapane na ulicy przez policję.
W takim przypadku dziecko trafia najpierw na komisariat, a następnie na 72 godziny do ośrodka tymczasowego, gdzie zostaje zarejestrowane jako dziecko ulicy. Dopiero potem sąd, wraz z urzędnikami, podejmuje decyzję, do której placówki opiekuńczej zostanie skierowane. W samym Lagos działa ponad 100 takich ośrodków. Niestety, nie wszystkie kierują się dobrem dziecka- część z nich funkcjonuje głównie w oparciu o środki finansowe otrzymywane za przyjęcie podopiecznych.

Kiedy dziecko zostaje wysłane do Don Bosco House, zaczyna się kolejny, bardzo wymagający etap. Salezjanie współpracują z sądem, pracownikami socjalnymi i urzędnikami, aby dokładnie poznać historię dziecka. Każdy przypadek jest inny, dlatego wymaga indywidualnego podejścia. Co miesiąc wymagane są raporty o dzieciach przekazywane do sądu, a co kilka miesięcy odbywają się rozprawy sądowe, w których uczestniczą także członkowie rodziny. Równolegle z dziećmi pracują terapeuci i pracownicy socjalni, pomagając im przepracować trudne doświadczenia. Jeśli tylko istnieje taka możliwość, rozpoczyna się proces przygotowania dziecka do życia w rodzinie. To często długie miesiące, a nawet lata pracy. Nie tylko z dzieckiem, ale także z pierwotnym domem, bądź krewnymi którzy mogą się nim zająć. Ostatecznie co bardzo mnie zaskoczyło to samo dziecko wyraża zgodę na powrót. To ono podejmuje decyzję, czy jest gotowe na ponowne życie w domu rodzinnym lub u krewnych. A gdy już do niej dojdzie historia wcale się nie kończy. Salezjanie pozostają w kontakcie z rodziną, monitorują sytuację poprzez wizyty i raporty ze szkoły, a pracownicy socjalni regularnie sprawdzają warunki, w jakich żyje dziecko.

Po poznaniu wszystkich tych procedur mój szacunek dla dzieła Salezjanów znacząco wzrósł. Praca z młodzieżą jest wymagająca sama w sobie, a w połączeniu z rozbudowaną i często niesprzyjającą biurokracją niejednokrotnie skorumpowaną w ubogich krajach staje się jeszcze większym wyzwaniem.

Gosia