Don Bosco Summer Camp 2021

Niedziela wieczór. To czas, gdy trzeba podsumować poprzedni tydzień, a jednocześnie przygotować się na kolejny. A dzieje się wiele. Jedni odjeżdżają, inni przyjeżdżają. W ciągu tego tygodnia nasza salezjańska wspólnota zmieniła się nie do poznania. Przynajmniej nie możemy narzekać na monotonię dnia codziennego. Ale po kolei.

We wtorek rozpoczęliśmy Don Bosco Summer Camp 2021. Codziennie zapraszamy dzieci i młodzież do wspólnej nauki i zabawy. Zaczynamy od słówka i modlitwy oraz krótkich ogłoszeń. Po czym wszyscy przechodzimy do klas. Moje lekcje matematyki mijają bardzo szybko. Uczniowie chętnie podchodzą do tablicy, bo wiedzą, że mogą popełnić przy niej błąd a ja im po prostu wytłumaczę co zrobili źle. Choć ciężko utrzymać dyscyplinę to mogę śmiało powiedzieć, że nauka przynosi sukcesy. W przerwie między lekcjami i dalszym programem jest czas na naukę tańców. W tym specjalizujemy się my, wolontariusze z Polski. Zmęczeni, ale z radością wracamy do klas, gdzie w grupach pracujemy nad tematem dnia oraz przygotowujemy występy na koniec Campu. Po obiedzie przenosimy się na boiska, gdzie odbywają się gry zespołowe. Każdy dzień kończymy spotkaniem z animatorami, podczas którego dzielimy się trudnościami i radościami dnia. Tym to sposobem zajęcia kończymy praktycznie tuż przed modlitwą różańcową i kolacją. Więc już niewiele nam zostaje czasu na przygotowanie kolejnego dnia. Podobno Europejczycy mają zegarki, a Afrykańczycy czas. Tylko ten czas leci szybko i jest wypełniony wieloma aktywnościami 🙂

Ten tydzień to był także czas na zmiany personalne w naszym otoczeniu. Do Polski wrócił już ks. Jerzy oraz ks. Piotr, który opuścił Afrykę po 18 latach i udał się na zasłużoną przerwę, którą przeznaczy na studia. Do naszej wspólnoty dołączył natomiast dobrze mi znany diakon Julius z Liberii oraz ksiądz Carlos z Hiszpanii. Wniosą oni w nasze otoczenie z pewnością wiele zmian. Nasze codzienne życie także adoptuje się do tutejszych warunków. Od kilku dni musimy sobie radzić bez dostępu do wody. Niby wiedzieliśmy, że w Gambii jest to jeden z problemów globalnych. Nie spodziewaliśmy się jednak, że będzie dotyczył także nas.

W poprzednim wpisie wspomniałam o różnorodności Afryki. Pierwszy moment w Gambii to był dla mnie po prostu powrót do dobrze mi znanej Afryki. Jednak szybko przypomniało mi się jak różne są poszczególne kraje tego kontynentu. Każdy z nich ma swoją historię, uwarunkowania, kulturę. Gambia to kraj otoczony przez Senegal. Dla wielu niemalże nie zauważalny. Utrzymujący się głównie dzięki turystyce i rolnictwu. Niestety także z przeszłością kolonialną czego mogliśmy doświadczyć podczas wycieczki na wyspę Kuntakinte. W dodatku żyjemy na wiosce, więc to też warunkuje zachowanie ludzi. Nie jesteśmy dla nich obcymi „białymi”, tylko widząc nas wymawiają nasze imiona. Dzięki temu czujemy się w ich otoczeniu po prostu dobrze. Mało mamy okazji, żeby wypuścić się poza obszar Kunkujang Mariama. Więc nasze życie kręci się wokół tej wioski. W nadchodzącym tygodniu czeka nas np. miejscowy pogrzeb. Tak to się tutaj odbywa. Nawet jeśli nie znamy zmarłego to wypada się pojawić na modlitwie za niego i Mszy pogrzebowej. W końcu jesteśmy częścią tej społeczności.

Paula