DOM MISJI – SIOSTRA MAI VAN
Posted on |

Zanim wyjechałam na misję, często słyszałam w naszym wolontariacie świadectwa osób, które opowiadały o swoim doświadczeniu. Jedna rzecz zawsze mnie trochę dziwiła – kiedy ktoś bardzo szczegółowo mówił o wspólnocie. Myślałam wtedy: przecież najważniejsza jest praca – szkoła, dzieci, projekty. Czemu poświęcamy tyle czasu na słuchanie o tym, kto tam pracuje? Dopiero tutaj zrozumiałam, o co chodzi. Po całym dniu pracy wraca się do domu. A to, czy ten dom jest miejscem bezpiecznym i pełnym życzliwości, zależy od ludzi, którzy go tworzą.
Jedną z takich osób w naszej wspólnocie w Wau była siostra Mai Van z Wietnamu. Przez siedem miesięcy była częścią mojej codzienności. I właśnie z tych codziennych chwil (które i tak wybrałam z wieeelu o niej z mojego pamiętnika) najlepiej widać, kim jest – sytuacje ze mną są tylko przykładem. Była taka dla KAŻDEGO w Wau!
18.07.2025 (pomoc w adaptacji w Wau)
Na jednej z pierwszych kolacji siostra Mai Van przygotowuje dla nas świeży sok z mango (czy może być coś lepszego!?!?). Jest najpyszniejszy! Kupiła też całe wiadro ciastek różnego rodzaju a pod naszymi drzwiami zostawiła reklamówki z cukierkami…
03.08.2025 (poświęcenie)
W naszym segmencie nie ma prądu, więc chcemy zostać w jadalni, żeby pobrać prezentacje na jutrzejsze szkolenie i porozmawiać z bliskimi. Wifi nie działa.
Prosimy siostrę Mai Van o pomoc. Ona jutro wyrusza na 2-tygodniowe rekolekcje, pakuje się, drukuje coś bardzo długo, a mimo to rzuca wszystko i próbuje nam pomóc. W końcu po 30 minutach się udaje. Mówi, że możemy zostać ile chcemy …
29.08.2025 (rezygnacja z siebie)
Dzisiaj odbyła się msza z okazji otwarcia nowej placówki. Widząc, że siedzę sama, przychodzi do mnie siostra Mai Van. Po cieście rozdają jedzenie. Boję się, co jest w środku, więc go nie biorę. Później ktoś przynosi picie. Na tacy jest do wyboru sok jabłkowy i sok ananasowy. Pytam siostrę co jej podać – biorę przez przypadek ananasa i prosi o wymianę na jabłko. Obok niej siedzi cichutka nowicjuszka. Siostra pyta, co wybiera. Prosi o jabłko (na tacy nie ma więcej jabłek). Siostra bez wahania oddaje jej swoje i bierze tego ananasa. Wiem, że to jabłkowy sok jest jej ulubionym…
07.09.2025 (jakościowy czas)
O 16.30 rozgrywamy z Patrycją, siostrą Mai Van, Matim, Danielem, Anną i Pi turniej badmintona. Oczywiście, że zaproponowała to siostra! Wieszamy siatkę kupioną przez Martynę w Polsce i bawimy się w najlepsze. Anna jest sędzią, nagrodą są zozoole z Polski. Nadajemy sobie nazwy – najpierw drużyny dwuosobowe, potem trzyosobowe. Siostra Mai Van jest najśmieszniejsza i ultra dobra! Ścina jak nikt inny! Ten moment dołącza do moich ulubionych wspomnień! Po skakaniu i bieganiu, siostra Mai Van daje nam przygotowane przez nią sorbety melonowe. Dołącza do nas Marika. Siedzimy, rozmawiamy, śmiejemy się.
11.09.2025 (obietnica opieki)
Podczas zmywania naczyń, słyszę, że Patrycja rozmawia z kimś po angielsku. Pytam, o co chodzi. Patka mówi, że siostra Mai Van zapytała ją, czy się dobrze czuje. Odpowiedziała, że tak, tylko martwi się o mnie gdy zostanę sama – zostało tylko kilka dni do jej wylotu. Siostra mówi, że jestem silniejsza, niż się Patce wydaje. Ona odpowiada, że nie o to chodzi, że wie – po prostu boi się, że nie będę mówić o swoich potrzebach. Siostra mówi, że jeżeli faktycznie tak będzie to będzie mi zadawać pytania i o mnie dbać.
18.09.2025 (wdzięczność)
Mam plastykę w szkole st. Joseph. Dzisiaj pierwszy raz przyniosłam farby. Nagle przychodzi jeszcze trochę chora siostra Mai Van. Słyszę jej specyficznie zaakcentowane “beautiful” i oglądanie prac zza krat okna! Uśmiecha się do mnie. Mówię dziewczynkom o jej chorobie. Trzy z nich podpisują swoje prace z dedykacją dla siostry “dużo zdrowia”, “tęsknimy”, “to kartka dla Ciebie siostro Mai Van”. Chowam je do teczki, ale później jest jeszcze okazja, żeby same mogły wręczyć swoje prace, więc Elizabeth jako przedstawicielka to robi. Stoję bardzo daleko, więc nie widzę reakcji. Obserwuję tylko, że siostra spędza nad nimi dużo czasu oglądając prace, zadaje jakieś pytania. Później przechodzi trochę bliżej nas, gdy gramy w siatkówkę i krzyczy “Iga! Beautiful, thank you!”, machając obrazkami oraz uśmiechając się szeroko.
13.10.2025 (widzę, że jest ci ciężko)
Siostra Mai Van klepie mnie po ramieniu, gdy szykuję sobie kanapki przed szkołą i mówi “dzisiaj ciężki dzień dla Igi”. Czuję się dziwnie, bo przecież każdy tutaj ma trudne dni, ale jednocześnie to, że ktoś zauważa że jest mi ciężko daje mi jakąś otuchę.
18.10.2025 (zaangażowanie w pracę)
Po festiwalu “Hope” w st. Joseph widzę ile miłości, czasu, zmęczenia i pasji siostra Mai Van włożyła w przygotowanie tego wszystkiego. Ponad miesiąc planowania, organizacji, zakupów i bycia liderem. Podziwiam ją i widzę, że było warto. Dla tych rodziców i dzieci to dzień w roku, który ma ogromne znaczenie.
19.10.2025 (dbanie o każdy aspekt)
Gdy siostra kończy rozmowę widzi, że piję wodę. Nagle biegnie do kuchni, wyjmuje z zamrażarki wielki dzbanek i krzyczy “Iga przynieś swoją szklankę”. Nalewa mi świeżutko zrobioną lemoniadę z cytryn z ogrodu, przygotowaną na dzisiejszy wieczór. Jest mi przemiło. Idę kontynuować krojenie, później myję butelki, idę na chwilę przerwy do pokoju i kontynuujemy gotowanie. Siostra pyta, czy dzwoniłam do rodziców i mówi, żebym o nich pamiętała – przecież jest niedziela!
23.11.2025 (małe gesty – niespodzianki)
To taki zwykły dzień, w którym siostra Hathorky szkoli mnie z tego, co będę jutro robić w exelu z nauczycielami, podczas gdy ona będzie na egzaminach a w międzyczasie do kuchni wchodzi siostra Mai Van z …. lodami z marketu :)). To taki zwykły dzień, w którym z tego powodu skaczę z radości pod sufit.
11.12.2025 (mądrość)
Po modlitwach wieczornych w czwartki, siostry mają coś w stylu “dzielenia się” tym, co przeżywają po przeczytaniu wyznaczonego na dany tydzień artykułu. Szczególnie dotykają mnie słowa s. Mai Van – “codziennie zadaję sobie pytanie – co takiego zrobiłam, żeby przybliżyć dzisiaj chociaż jedną osobę do Jezusa, jakim człowiekiem jestem, co sobą pokazuję”.
14.12.2025 (troska)
Dzisiaj wyjechał wolontariusz Pi, więc spędzę pierwszy raz noc w domu wolontariusza sama. Siostry pytają, czy nie boję się samotnej nocy. Siostra Mai Van proponuje nawet, że może spać w pokoju obok ;’’’)
22.12.2025 (docenianie)
Rozwozimy prezenty świąteczne po wspólnotach w Wau. W momentach gdy nie znamy drogi i pytamy lokalsów, czuję się jak w filmie. Śmieję się przez pół drogi. Siostra Mai Van to najlepszy kierowca na świecie. Pokonuje takie dziury, że wzbudza zachwyt w obserwujących nas ludziach. (…) Gdy dojeżdżamy do domu po wszystkim okazuje się, że siostra Mai Van jedzie na market – sama. Robi mi się jej szkoda, pytam, czy mogę jechać z nią. Parkujemy i idziemy w zatłoczone uliczki. Kupujemy głównie warzywa i owoce, później spędzamy godzinę na poszukiwaniu jakiegoś produktu, ale nigdzie go nie ma. Gdy wracamy do domu, obydwie oddychamy z ulgą. S. Mai Van wlewa mi elektrolity do wypicia bez pytania i jest bardzo wdzięczna – dziękuje mi kilkukrotnie za pomoc.
27.12.2025 (Anioł Stróż)
Piknik z siostrami i księżmi z całej diecezji. Siostra Mai Van mówi, żebym zabrała chustkę, bo będziemy w słońcu. Później zajmuje mi miejce obok siebie na mszy a gdy docieramy do miejsca pikniku – w ławce obok siebie. Gdy jest dyskusja o zmianach programu rekolekcji, przejmuje mówienie publicznie, przez co nie muszę się stresować. Każe mi sobie nałożyć więcej jedzenia, gdy ja czuję się zmieszana tym, czy mamy je w końcu oszczędzać, czy jest już odłożone dla lokalnej społeczności. (…) Podczas wieczornego słówka zamykam oczy. Od razu przychodzi mi do głowy – musisz podziękować siostrze Mai Van. Bez niej byś dzisiaj zginęła. To był Twój dzisiejszy Anioł Stóż. Niestety siostra wychodzi z jadalni szybciej, niż ja, więc piszę na WhatsApp. Ona w odpowiedzi pisze, że to jej obowiązek i również nazywa mnie jej aniołem. I kolejny raz zadaję sobie pytanie – jak siostra Mai Van to robi, że jest taka dobra?
04.12.2026 (przybliżanie mi Polski)
Dzień, w którym dokonałam niemożliwego dla mnie i zrobiłam bigos w Sudanie Południowym. Siostra Mai Van zna ten smak z siostry Roszkowskiej – Polki, z którą była przez kilka lat w Sudanie. Konsultuję z rodzicami przepis. Siostra pomaga mi z mięsem i śmieje się, gdy po spróbowaniu mówię “To serio smakuje jak bigos!”. Wie nawet, że je się go z chlebem! Pozwala mi doświaczyć tutaj Polski ❤
25.01.2026 (złe wieści)
Siostra Maria przychodzi i przekazuje mi najgorsze możliwe wieści – siostra Mai Van będzie niedługo przeniesiona do Juby…
Powstrzymuję łzy do momentu wyjścia z pokoju siostry Marii.
03.02.2026 (troska w chorobie)
Idę do kuchni, tam zmartwione kucharki pytają o moje zdrowie. Widzę zupo-owsiankę z ryżu, marchewki i ziemniaków ugotowaną przez nie na prośbę siostry Mai Van. Jest mi tak miło… smakuje wybitnie.
14.02.2026 (pożegnanie)
Gdy wraca siostra Mai Van, wyciągamy zrobione przez siostrę Huyen ciasto z kasawy i tabliczkę z napisem “thank you”, śpiewamy “thank you thank you sialalalala”. Jutro oficjalnie opuszcza Wau i jedzie do Juby. Siostra je kolację, my jej towarzyszymy z ciastem. W mojej głowie jest tylko “to nasza ostatnia taka kolacja w Wau”. Nie jest żegnana z wielkim hukiem, cicho mówi tylko „Iga dbaj o siebie”. Widzę, że to dla niej trudne.
17.02.2026 (kilka dni po wylocie)
Siostra dzwoni do mnie wieczorem. Dopytuje, martwi się i wspiera w tym trudnym czasie. Obydwie mamy „nowy dom”. Mówi, że zawsze mogę do niej dzwonić gdy będę tego potrzebowała. Mimo, że nie ma jej na miejscu, jest wielkim wspieraczem.
19.02.2026
Gdy przyjeżdża po mnie Bullies, jedziemy jeszcze do St. Joseph wypakować jedzenie. Gdy wjeżdżamy na teren szkoły, widzę uczennicę siódmej klasy – Elizabeth…
Wysyłam jej buziaczka z auta, ale widzę, że rozładunek potrwa, więc wysiadam. Przytulam ją. Od razu pyta o Auxilium. Odpowiadam, że jest ciężko, bo nie ma siostry Hathorky. Pytam o St. Joseph. Mówi, że ciężko, bo nie ma siostry Mai Van. Że się z nią nie pożegnała. Że bardzo płakała. I że wciąż płacze.
Mówię jej, że rozumiem ją chyba jak nikt inny. Że też mam złamane serce. Że płacz jest dobry, że pomaga regulować emocje, że teraz jest trudno, ale za kilka dni będzie łatwiej. Opowiada, że usłyszała piosenkę, która jej się z nią kojarzy, i znowu zaczęła płakać. Wyciąga ściereczkę i wyciera łzy. Serce mi się kraje. Czuję, że nie mogę się teraz rozkleić, muszę być dla niej wsparciem. A jednocześnie mam wrażenie, że w końcu ktoś rozumie mnie tak naprawdę – dwunastolatka.
Misjonarze zostawiają swój dom, rodzinę i całą kulturę, by stworzyć dom gdzie indziej – dla dzieci, wolontariuszy i całej wspólnoty. Zasada posłuszeństwa powoduje, że z dnia na dzień mogą być poproszeni o zmianę miejsca pracy. Dla mnie było trudno pożegnać się z rodziną i bliskimi na rok, a oni robią to całe życie, wracając do domu na dwa miesiące raz na dwa lata.
Iga








