“SALAMNO- DZIEŃ DOBRY”

Wrocław, godzina 3:00. Ruszamy w stronę lotniska w Warszawie. Aż nagle jedna z osób przypomniała sobie o braku żółtej książeczki. Na szczęście mieliśmy sporo czasu, by móc po nią pojechać. Po dotarciu na lotnisko przy odprawie okazało się, że każdy bagaż ma nadwagę i musimy ją zredukować. Gdy już po dwóch lotach wydawało nam się, że nic więcej nas nie zaskoczy, na porcie lotniczym w Addis Abebie przy kontroli dokumentów, urzędnik celny nie chciał mnie przepuścić dalej. Żądał, aby Siostry przyszły i potwierdziły, że przyjechaliśmy do nich. Środek nocy, nie wiadomo czy Siostry już są, a my nadal czekamy. Jednakże nie zapominając o możliwości wsparcia ze strony Pana Boga prosiliśmy pokornie o pomoc. Udało się. Dokumenty sprawdzone i możemy iść bez konieczności przybycia Sióstr.

Gdy czekaliśmy na odbiór bagaży, okazało się, że część z nich nie przyleciała z nami ze Stambułu. Po zgłoszeniu braku jednej walizki z niezbędnymi rzeczami medycznymi, przekazano nam informację, że zaginiony bagaż doleci dnia następnego. Pomimo wielogodzinnego czekania, Siostra Bhavya wraz z kierowcą wykazali się anielską cierpliwością dzięki której po wyjściu z budynku ujrzeliśmy ich uśmiechnięte twarze, co przyczyniło się w głównej mierze do poprawy naszego samopoczucia. Z lotniska udaliśmy się prosto do Modjo gdzie przywitała nas ulewa, brak wody oraz brak prądu. Gdy następnego dnia wstaliśmy wypoczęci udaliśmy się na posiłek i modlitwę.

Następnego dnia uczestniczyliśmy w dwóch bardzo ważnych dla tutejszych mieszkańców uroczystościach: odpust parafialny ku czci świętego Piotra i Pawła oraz zakończeniu roku szkolnego dla dzieci w wieku przedszkolnym. Charakter tych dwóch wydarzeń, tu w Modjo jest zupełnie inny od charakteru polskiego. Odpust jest najważniejszą uroczystością w roku liturgicznym, stąd też do kościoła parafialnego przybywa wielu wiernych. Wielogodzinna msza odprawiona w rycie wschodnim zakończyła się pełną entuzjazmu procesją wokół świątyni. Natomiast podczas akademii przedszkolaków, uczniowie wykazali się ogromnymi talentami zarówno aktorskimi jak i tanecznymi. W poniedziałek zaczęliśmy swoje obowiązki misyjne. Miejsce pracy pokazały nam s. Bhavya i s. Prasanna. Dzieci widząc mnie i Magdalenę, którą pamiętają z zeszłego roku bardzo się ucieszyły. Po przywitaniu się z nami wspólną modlitwą rozpoczęliśmy pierwsze zajęcia nauki angielskiego. Po pierwszym tygodniu zajęć zrobiliśmy dzieciom test sprawdzający dotychczasową wiedzę, który wypadł bardzo dobrze. Chcąc zawiązać wspólnotę z siostrami, zorganizowaliśmy wieczór filmowy. Wspólnie wybraliśmy film pt: “CHRISTIADA”, który bardzo poruszył nasze serca – odwagą młodego chłopca stającego w obronie wiary w Jezusa Chrystusa.

W sobotę natomiast gościliśmy Siostry znajdujące się na placówkach rozmieszczonych w Etiopii. Z tej okazji od samego rana przygotowywaliśmy dla sióstr Polską potrawę PIEROGI, która bardzo smakowała naszym gościom. W tym też dniu poznaliśmy dość okazałych rozmiarów owoc o nazwie “Jack”. Wspólnie z Siostrami spędziliśmy poobiedni czas na obieraniu smacznego owocu.

 

Bogu chwała za miniony tydzień !

 

Zarówno my, Siostry oraz dzieci bardzo prosimy o modlitwę w naszej intencji. Również zapewniamy o pamięci w modlitwie.

 

Łukasz

Bądź i zaufaj!

Kolejna lekcja pokory za nami. Dlaczego? O tym poniżej.

Przyjeżdżając na misję każdy z wolontariuszy ma z tyłu głowy takie dość „hollywoodzkie’’ zapędy, wiecie w stylu „co to ja tam nie zdziałam”. Miałyśmy za zadanie prowadzić tu zajęcia z języka angielskiego i muzyki, więc oczywiście pełne mobilizacji obmyślałyśmy bardzo ambitne plany co by tu nie zrobić. Tymczasem po pierwszym tygodniu zajęć okazuje się, że jest tygodniowa przerwa w obozie przed świętem narodowym. Powiem szczerze, że dość mocno nas to zdezorientowało. Kompletnie nie wiedziałyśmy co mamy robić. Tymczasem…

Tymczasem okazało się, że nasze lęki były zbędne. Mimo braku „regularnych” zajęć, dzieci i tak przychodziły na parafię w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca do zabawy. Niesamowite jest to jak łatwo (mimo różnic językowych i kulturowych) można zawiązać relację! Okazuje się, że z pozycji opiekuna można zdziałać dużo więcej niż z pozycji srogiego nauczyciela. Dopiero przez ten tydzień tak naprawdę zrozumiałyśmy ( a przynajmniej ja), że mamy nie tylko nauczać, ale być kimś w kim dzieci, czy młodzież będą miały wsparcie, mamy być dla nich wzorem (nie przez niepopełnianie błędów, a przez pokazanie, że z Jezusem jesteśmy w stanie te błędy czy przeciwności przezwyciężać) ale przede wszystkim mamy być świadkami Jezusa. A jakże inaczej to uczynić jak nie przez obecność i troskę? Sam fakt jak bardzo dzieci tego potrzebują może potwierdzić jedna przykładowa sytuacja:

Pewnego dnia gdy już powoli zbliżał się wieczór, a moim zadaniem bojowym było siedzenie na ławeczce i podziwianie jak niesamowite „budowle” trzech chłopców buduje z klocków Jenga, stwierdziłam, że na chwilkę ulotnię się zrobić sobie herbatki w pokoju. Myślałam, że pochłonięci zabawą nawet nie zauważą mojej nieobecności. Ledwo zdążyłam pójść na górę już jeden z chłopców biegł wołając mnie po imieniu żeby być przy nich.

Niesamowite, że czasem to co dla nas wydaje się być oczywiste – opatrzeć ranę gdy któreś się przewróci, pochwalić gdy coś się uda, czy pocieszyć czy właśnie się nie uda – jest tak niespotykane i ważne dla drugiego człowieka.

Teraz mimo całego stresu przed tym co się będzie działo w tym tygodniu, gdy piszę tego newsa, dziękuję Bogu za cały ubiegły tydzień. Był niesamowity. Te dzieci są niesamowite!

Po raz kolejny dostałyśmy mocną lekcję pokory i znak, że skoro już tu jesteśmy to nie musimy mieć na wszystko planu…czasem wystarczy po prostu zaufać.

 

Beata

 

Ciekawostka na dziś:

Czy wiecie, że Ułan Bator oznacza dosłownie „Czerwony bohater”? Jest to jeden z bardziej widocznych śladów panującego tu (oficjalnie czy nie) komunizmu.

Nomadowie kontra “Mieszczuchy”

W Mongolii liczą się tak naprawdę 3 miasta, które zaliczane są do wielkich : Ułan Bator, Erdenet i Darkhan a mieszkańcy kraju dzielą się na nomadów, mieszczuchów i „tych  pomiędzy”, czyli zamieszkujących wioski, ale takich, które liczą sobie po kilka tysięcy mieszkańców. Ci często dojeżdżają do tych „pobliskich” miast do pracy lub zajmują się hodowlą zwierząt.

MIESZCZUCHY

Tych znamy głównie ze stolicy, nie zajmują się niczym specjalnym. Niektórzy pracują w sklepach, inni na straganach, jeszcze inni nie robią nic. Ci z lepszym wykształceniem siedzą „za biurkiem” w banku lub urzędzie inni cały dzień pracują na głośnych i zakurzonych ulicach kierując ruchem drogowym. Można by rzec – jak u nas! A jednak… jest w tym coś innego. Różnica klas społecznych jest jakby dużo bardziej widoczna. Niektórzy żyją w blokach, inni w wieżowcach jeszcze inni w jurtach, które na obrzeżach miasta stanowią sporą część zabudowań. Choć w Mongolii jest obowiązek edukacji, to praktycznie nie jest od przestrzegany. Rodzice często nawet nie wiedzą, że ich dzieci wagarują a dzieci nie przykładają wagi do nauki, całkowicie nie myśląc o przyszłości. 

NOMADOWIE

w dniach wolnych od zajęć mamy okazję poznawać kraj i kulturę, oraz to jak żyją tutejsi mieszkańcy. Nomadów osobiście nie poznałyśmy, jedyne informacje jakie mamy są od misjonarzy, którzy posługują tu od wielu, wielu lat. W drodze do Kharakorum ( dawnej stolicy Mongolii) z daleka mogłyśmy zobaczyć pojedyncze jurty, przy nich jeden samochód i ogromne stada zwierząt – nie 20- 30 sztuk, ale 200 – 300 i jeszcze większe! Nomadowie przynajmniej 2 razy w roku zmieniają swoje położenie. Latem osiadają w miejscach, gdzie zwierzęta będą miały trawę i przestrzeń do wypasu. Zimą sprzedając większość stada zamieszkują tereny przy wzgórzach, aby te chroniły ich od zimna i od wiatru. Ich dzieci często nie chodzą do szkoły, bo nikt tego nie sprawdzi. Uczą się w domu od rodziców, przeważnie są to lekcje życia. Zastanawiające jest to, czy władze mongolskie rzeczywiście wiedzą ilu mieszkańców liczy ten kraj….

„CI POMIĘDZY”

Mieszkańcy (pół)wiosek – (pół)miasteczek, tak to nazwijmy. Niby życie toczy się powoli, jak to na wsi. Połacie zieleni, tereny zalewowe, krowy, psy, konie…. Dwa sklepy, które są centrum życia towarzyskiego i to tam, przeważnie wieczorami, sąsiedzi schodzą się aby „na ławeczce” przy butelce z % spędzić wieczór. W ciągu dnia takie wioski, które są tu bardzo rozległe świecą pustkami. Niczym wymarłe miejsca. Wielu mieszkańców dojeżdża z nich 50-60 km do pracy ( głównie kobiety!) a co się dzieje z resztą? – nie wiemy. Wciąż szukamy odpowiedzi na te i inne pytania. Bo w myśl zasady, że głupich pytań nie ma, pytamy naprawdę o wszystko:

  • Dlaczego mleko i przetwory mleczne są tak drogie, skoro tyle jest tu bydła?! – ponieważ krowy, które widzimy, nie są krowami mlecznymi i przeważnie nie dają za wiele mleka.
  • Dlaczego Kościół Katolicki nie może się rozwinąć? – ponieważ polityka państwa skutecznie utrudnia wszelkie działania a mieszkańcy nie wspierają dzieł misjonarzy.
  • Czy nomadowie mają obowiązek meldunku? – Raczej nie, w Mongolii możesz „rozłożyć się” z dobytkiem gdzie chcesz, pod warunkiem że teren nie jest wykupiony. Jeżeli nie wykupisz ziemi, nie należy ona do Ciebie, ale żyć sobie tam możesz.

Mieszkańcy wszystkich tych nacji są roszczeniowi. Pilnują, tego co im się należy i tego co jest już ich. „Sam nie zjem, drugiemu nie dam” jest tu bardzo widoczne, szczególnie kiedy misjonarze chcą zrobić coś więcej. Nie mogą oni uprawiać ogródka, bo to nie jest ich ziemia, a mieszkańcy nie pozwalają, bo przecież… misjonarze są od dawania a nie od zabierania jeszcze… Nikt tu nie myśli wg naszych schematów, że przecież z plantacji pomidorów, czy kabaczków mogliby korzystać wszyscy!

SZAMANIZM

Jest jeszcze wszechobecny szamanizm, kiedy myślałam, że z biegiem czasów on wymiera okazuje się, że absolutnie nic bardziej mylnego! W tych położonych co kilkadziesiąt, kilkaset kilometrów wioskach ludzie wciąż zbierają się wokół totemów i posągów, aby oddawać cześć duchom i siłom nadprzyrodzonym za deszcz lub słońce.

Kraj, który nie wydaje się biedny, jest naprawdę biedy z braku obecności Chrystusa wśród ludzi. Zadaniem na dziś dla każdego jest z Was jest krótka modlitwa za kraj Mongołów o otwartość serc na działanie Boga w ich życiu!

Magda

Pierwszy tydzień w Mongolii

Mimo że z Polski wyjechałyśmy już w piątek przed południem, to do Ułan Bator (dzięki magicznej zmianie czasu +6h) dotarłyśmy na miejsce dopiero koło 6 rano (czasu miejscowego). Kolejki do odmeldowania się z lotniska były ogromne więc ochroniarze pozwolili nam podejść do okienka dla ambasadorów, przy którym nie było nikogo. Nie ma to jak wejście z pompą co nie?

Bardzo zdziwiłam się widząc stepy Mongolii po raz pierwszy. Na pocztówkach czy zdjęciach zazwyczaj widzi się piękne zielone tereny na których pasą się dzikie konie. Tymczasem pierwsze co zobaczyłam to dosłownie „księżycowy krajobraz”. Wszędzie piaszczysto, szaro i krowy naokoło.

Przez pierwsze dni starałyśmy się choć trochę poznać życie wspólnoty. Uczęszczałyśmy razem na msze święte (nawet te po Mongolsku ,co było nie lada wyzwaniem). Próbowałyśmy jakoś pokonać barierę językową między nami a naszymi podopiecznymi. Dlatego właśnie grałyśmy z nimi w koszykówkę – i tu wstyd się przyznać ale haniebnie przegrywałyśmy za każdym razem – oraz w szachy.

Odwiedziłyśmy też placówkę w Ułan Bator i poznawałyśmy resztę mongolskiej rodziny salezjańskiej. Tak ciepłego przyjęcia żadna z nas się nie spodziewała. Wszyscy bardzo cierpliwie odpowiadali na masę pytań jakimi byli przez nas zasypywani. Jednym słowem…przyjęli nas do rodziny.

W środę zaczynamy pierwsze zajęcia z dziećmi. Zajęcia gry na pianinie i angielskiego…ale oprócz nauczycieli mamy być przede wszystkim -idąc śladem Janka Bosko – wychowawcami. Oby się udało…

Beata

Ciekawostka na dziś:

Czy wiecie, że większość „nowoczesnych” placów zabaw w Mongolii jest płatna, dlatego dzieci często bawią się na ulicy lub -jeżeli mają taką możliwość- szukają bezpiecznych miejsc takich jak dom Don Bosco w Ułan Bator?

„Lecz jeśli sól utraci smak, to czymże ją posolić”

19 czerwca – dzień wyczekany przez niemal każdego ucznia!

19 czerwca – dzień upragniony przez niemal każdego nauczyciela!

19 czerwca – wigilia dnia Bożego Ciała wytęskniona przez niemal każdego wiernego!

19 czerwca – dzień podsumowań dla niemal każdego salezjańskiego wolontariusza!

Bowiem właśnie 19 czerwca spotkaliśmy się w domu Sióstr Salezjanek we Wrocławiu, aby wspólnie celebrować Eucharystię podsumowującą nasze tegoroczne (posługując się terminarzem studenckim) działania. Niemal kilka chwil wcześniej przeżywaliśmy rozesłanie misyjne 8 wolontariuszy, którzy – także za chwil kilka – wyruszą realizować swoje misyjne powołanie (co bardziej dociekliwi czytelnicy naszego bloga wiedzą już, że Magda i Beata bezpiecznie wylądowały na mongolskiej ziemi, ale znaczna część jeszcze spokojnie dopakowuje walizki?). 19 czerwca był zatem wspaniałą okazją do zatrzymania się w gonitwie spraw i obowiązków wszelakich i oddania Panu Bogu wieńca chwały, kwiatków wdzięczności i uśmiechów próśb – za nami i tymi, którzy nas wspierają. Ksiądz Jerzy w homilii podkreślił przede wszystkim wagę decyzji bycia świadkiem miłości Chrystusa dzisiaj, szczególnie tam, gdzie potrzeby są największe. Odwołując się do biblijnego porównania Apostołów do soli i nas zachęcał do dbania o ten wyjątkowy smak, smak misji, smak oddania drugiemu człowiekowi. Mówił o fascynacji młodością, fascynacji determinacją wolontariuszy, fascynacji odważnego powiedzenia Bogu „tak”. My powiedzieliśmy także „dziękuję” naszym rządzącym, bo wiemy, że bez nich nie byłoby owoców. Lecz choć rok szkolno-studyjny dobija do brzegu, to mamy świadomość mnogości zadań, które przed nami i tracić smaku nie zamierzamy ani na sekundę.

Aby jednak dobrze się do kolejnych wyzwań przygotować, dziarskim krokiem ruszyliśmy na… pizzę. Wszak ciało też ma swoje wymagania…. a i biedni wolontariusze wyjeżdżający na projekty, niech się posilą. Nie wiadomo, kiedy znów będzie taka okazja ?

Aga B.

FESTYN MISYJNY

Twardogóra Dzieciom Świata

16 czerwca odbyła się już trzecia edycja Misyjnego Festynu organizowanego w Twardogórze przy SP nr 2. Co rocznie nasz wolontariat wraz ze Stowarzyszeniem MAM POMYSŁ wspiera w ten sposób jeden projekt misyjny – w tym roku była to placówka w Liberii.

W czasie festynu przygotowaliśmy specjalne stanowiska, dot. misji, kultury krajów misyjnych, naszego wolontariatu oraz wiele innych. Nie zabrakło atrakcji dla najmłodszych jak i nieco starszych uczestników – tańców, plecenia warkoczyków, malowania dłoni, plecenia bransoletek czy przeciągania liny. Popołudnie ubogaciły też występy dzieci z twardogórskich szkół oraz grill a także przygotowana przez Stowarzyszenie Przyjaciół Jana Pawła II kawiarenka z ciastem i kawą 🙂

Do południa nasi wolontariusze zostali ugoszczeni w parafiach z dekanatu Twardogóra – były to m.in.:
– par. M.B. Wspomożenia Wiernych w Twardogórze
-par. Wniebowzięcia NMP w Bukowicach
– par. MB Częstochowskiej w Grabownie Wielkim
– par. św. Jana Chrzciciela w Kuźnicy Cieszyckiej
– par. św. Józefa w Międzyborzu

Dawali w nich swoje świadectwo z pobytu na misjach oraz przybliżając idee wolontariatu zapraszali do współpracy. Łącznie tego dnia zebraliśmy ponad 15 tys. zł.

Rozesłanie misyjne 2019

W niedzielę 9 czerwca, w uroczystość Zesłania Ducha Świętego, ośmioro naszych wolontariuszy przyjęło krzyże misyjne i zostali posłani na misje. Już za kilka tygodni Magda, Beata, Emil, Magda, Łukasz, Patrycja, Maria i Alicja wyjadą do Mongolii, Etiopii, Liberii i Sudanu Południowego, aby służyć potrzebującym. Będą prowadzić zajęcia wakacyjne, pracować w przychodni, szkole i oratorium. O błogosławieństwo dla nich modliliśmy się z ich rodzinami i przyjaciółmi w wypełnionej po brzegi Katedrze Wrocławskiej. Mszy Św. przewodniczył i błogosławieństwa misyjnego udzielił młodym wolontariuszom Proboszcz Katedry ks. Paweł Cembrowicz. Natomiast homilię wygłosił Prezes SWM Wrocław ks. Jerzy Babiak. Dziękując za obecność na tej jakże ważnej dla naszej wspólnoty uroczystości prosimy o modlitwę za wolontariuszy.

A kogo pan tu szuka? A dlaczego pan pyta?

– Czyli warsztaty z improwizacji.

W środę dla wolontariuszy SWM odbyły się warsztaty z improwizacji. Spotkanie poprowadził niezwykle utalentowany i otwarty student Politechniki Wrocławskiej – Radek.

Radek interesuje się tą tematyką od dawna, uczestniczył już w wielu takich warsztatach, dzięki czemu mógł w jasny i zabawny sposób przekazać zdobyta wiedzę. Spotkanie było podzielone na pięć części, gdzie prowadzący na początku przedstawiał nam część teoretyczną danego zagadnienia, następnie przywołując przykłady z życia pozwalał wolontariuszom zrozumieć daną kwestię, którą podsumowywał wykonaniem ćwiczenia w praktyce. A to okazało się nie lada wyzwaniem! Choć temat był lekki i przyjemny, okazało się, że jednak miło się słucha, a ciężej się robi….

Na szczęście Radek w chwilach zwątpienia szybko przychodził z pomocą, co pozwoliło wolontariuszom nabrać śmiałości i odwagi w wykonywanych zadaniach. Warsztaty szybko przerodziły się w zabawę, co pozwoliło na łatwiejsze przyswajanie wiedzy, a grupowe zajęcia wzmocniły więzi między uczestnikami spotkania. Umiejętność improwizowania jest dla wolontariuszy bardzo ważna. Pomaga otworzyć się przed nieznanym i z przymrużeniem oka podchodzić do niektórych z pozoru ciężkich sytuacji, spotykanych na co dzień oraz na misjach.

Asia

W dobrych zawodach wystąpiłem…

… bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem – pod takim hasłem 1 czerwca ruszyła kolejna już Piesza Pielgrzymka z Nowej Rudy do Barda Śląskiego a wraz z nią, po raz SZÓSTY – MY, wolontariusze Wrocławskiego oddziału SWM.

Trudom pielgrzymowania przewodniczył proboszcz z par. św. Mikołaja w Nowej Rudzie ks. Jerzy Kos.
Trasa pielgrzymki liczyła 26 km. i wiodła przez piękne polne i leśne drogi ziemi Kłodzkiej. W trakcie drogi był różaniec, głośne śpiewanie a także słuchaliśmy nagrań o tradycji pielgrzymki i historii sanktuarium w gdzie odbyła się uroczysta msza święta w Bazylice Matki Strażniczki Wiary. Główną intencją pielgrzymów była obrona wiary i wytrwanie w wierze.

Cały weekend towarzyszyła nam piękna pogoda, dzięki czemu mogliśmy podziwiać piękno natury dookoła.

Był to też wyjazd integracyjny, więc oprócz maszerowania i modlitw był czas na rozmowę i poznanie siebie bliżej. Ale przychodziły też momenty
ciszy i bycia ze sobą i ze swoimi myślami sam na sam. Wśród lokalnych pielgrzymów znalazły się osoby, które swoim świadectwem umocniły nasza wiarę i sprawiły, że trud naszego pielgrzymowania był mniejszy.
Chyba na wszystkich zrobiła wrażenie starsza pani, która mimo wieku i schorowania szła od początku na przedzie, bez narzekania, bez pomocy, ofiarując swój trud w intencji. Aż chce się więcej!

Iza, Karolina, Ania, Paula

Przepis na taniec- czyli tańce integracyjne w SWM

,,Chwalcie Go bębnem i tańcem,
Chwalcie Go na strunach i flecie!”

I tak o to, jak w Księdze Psalmów napisane, dzisiaj w SWM-ie było baaardzo tanecznie. Po modlitwie- podstawie do wszelkiego działania, zdobywaliśmy praktyczne umiejętności zarówno do codziennego życia, jak i do pracy na misjach.

Bo jak najlepiej rozluźnić atmosferę? Jak najłatwiej przełamać pierwsze lody ?  – TAŃCZĄC !

Monika- niezwykle zdolna maturzystka z Liceum Salezjańskiego, wprowadziła nas w świat tańców integracyjnych mających korzenie tańców latynoskich, europejskich i azjatyckich. Mimo iż z początku zdawały się dość trudne, to każdy z czasem poczuł ,,ten klimat” ? Znajomość kilku tańców integracyjnych z pewnością pomoże nam we wspomnianych na modlitwie pokoju i radości, które mamy zanosić w świat !

Dziś mogliśmy choć trochę uwolnić w sobie tę rozśpiewaną i taneczną stronę ?

To spotkanie ubogaciło każdego z nas ! Następne już w środę- Do zobaczenia !

Helka

Gotowi do drogi!

Miniony weekend był dla tegorocznych wolontariuszy, wyjazdowych szczególnie ważny.

Magda, Łukasz, Emil, Ala, Maria, Patrycja, Beata, Magda – szkolili się przed projektami misyjnymi, na które zostaną posłani już w czerwcu.

W piątek dotarliśmy do Dzikowca, wioski położonej w malowniczym rejonie Kotliny Kłodzkiej. Tam po wspólnej modlitwie i kolacji integrowaliśmy się ze sobą, bo aby działać w jednym Duchu, trzeba być też jednością wśród “swoich”.

Sobotę rozpoczęliśmy wspólna modlitwa i śniadaniem, po których nastąpił pierwszy blok szkolenia. Skupiliśmy się na merytorycznych sprawach, takich jak przygotowanie logistyczne, finansowe czy zdrowotne. Choć wydaje się to zbędne, bo rzeczywistości w których się znajdziemy nie przykładają takiej wagi do tych rzeczy, to musimy pamiętać, że nas pewien porządek obowiazuje 🙂

Po krótkiej przerwie omawialiśmy sprawy zdrowotne, to co nas może spotkać podczas naszych projektów, jak w tedy reagować, co i komu powinniśmy zgłaszać oraz przede wszystkim powinniśmy pamiętać, że zawsze jesteśmy odpowiedzialni za druga osobę, która z nami jest. Następnie przeszliśmy do trudnych sytuacji. Każdy z nas miał do odegrania scenki z trudnymi sytuacjami, które mogą się nam przydarzyć. Chociażby chęć rezygnacji z projektu przez drugiego wolontariusza, czy kradzieże na placówce.
Wieczorem udaliśmy się na Mszę Święta do par. św. Katarzyny w Nowej Rudzie – Słupcu, a wieczorem przyszedł czas na misyjny film.

Niedziela była dla nas duchowym oczyszczeniem się, po porannej Mszy Świętej w Ścinawce Śr. wyruszyliśmy na drogę zmierzając na Górę Wszystkich Świętych, do Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej. Każdy z nas szedł indywidualnie w ciszy, mając okazję do rozważania Słowa Bożego w swoim sercu. Po dotarciu na miejsce usłyszeliśmy konferencję dot. Entuzjazmu u wolontariusza misyjnego. Każdy z nas powinien być entuzjasta misji. Entuzjazm to postawa radości, uśmiech a kiedy przyjdą chwile trudności to powinniśmy iść dalej i nie zatrzymywać się.. Wracając w grupach projektowych omawialiśmy trudne sytuacje, które mogą nam się przydarzyć i mówiliśmy o sobie, czego druga osoba może się po nas spodziewać oraz czego my oczekujemy od siebie nawzajem.

Dla niektórych z nas to pierwszy wjazd, dla innych – już kolejny. Wszystkim nam przyświeca jedna myśl: JEDZIEMY TAM DLA NICH! Dla tych, którzy oczekują naszej obecności, naszej pomocy, naszego świadectwa.

Magda K.