Pedagogika ks. Bosco

W minioną środę nasze cotygodniowe spotkanie poprowadził Ksiądz Jerzy Babiak. Tematem był system wychowawczy,nazwany prewencyjnym- stworzony przez św. Jana Bosko. Nie chciał On jednak wychowywać w systemie.Był antysystemowy. W jego wychowaniu było dużo wolności,pokoju serca,a przede wszystkim mądrości. Św. Jan Bosko opierał system na praktyce. Potrafił dostrzegać problemy ludzi młodych,a co więcej wejść w ich środowisko. Patrzył poza Kościół, jego wzrok sięgał dalej. Zadawał sobie często pytanie: co robić dla tych ludzi? Jak nawiązać z nimi relacje? W odpowiedzi na te pytania pomógł mu sen,który przedstawiał dwie grupy:wilki i owce,walczące ze sobą. W owym śnie pojawiła się Matka Boża,która powiedziała,że należy oddzielić zwierzęta nie przemocą, lecz łagodnością. Poznaliśmy elementy systemu wychowania księdza Bosko,jakimi są: boisko,parafia,eucharystia,duchowość Maryjna oraz sakramenty święte. Jest to piękne, że święty potrafił pokazać młodym chłopakom, że mimo swoich problemów są wartościowi i ważni. Zapraszam ich do bliskości z Chrystusem.

Po uważnym wysłuchaniu Księdza Jerzego, w parach uzasadnialiśmy dlaczego system Św. Jana Bosko nazywa się prewencyjnym. Poszło nam to dość sprawnie. Następnie podzieliliśmy się na dwie grupy. Jedna broniła systemu represyjnego,a druga prewencyjnego. Wszyscy byli bardzo zaangażowani w ciekawą dyskusję. Każdy mógł wyrazić swoje stanowisko i je obronić. Spotkanie przebiegło w sposób aktywny,dzięki czemu mogliśmy się także bardziej zintegrować. Towarzyszyła nam radość i uśmiechy na twarzach.

Patrycja

`

Świadectwo z Liberii

W zeszłą środę odbyło się cotygodniowe spotkanie wolontariuszy SWM. Poprowadziła je Paula, wiceprezes wolontariuszy, która we wtorek przyleciała z Liberii i zdała nam świeże relacje ze swojej misji.

To nie był pierwszy raz Pauli w Liberii, ostatni raz była tam 5 lat temu. W tym roku odwiedziła placówkę Salezjanów w New Matadi w Monrovi, gdzie mieści się kościół, szkoła i oratorium. Parafia liczy około 400-500 osób. Misja Pauli polegała na szkoleniu wolontariuszy, którzy pracują na miejscu cały rok. Przez miesiąc nasza koordynator omawiała z Nimi sposoby pracy w grupie. Poruszane były też tematy konfliktów, różnic w grupie. Wspólnie odwiedzili miejscowy dom dziecka i spotkali się z podopiecznymi Adopcji Miłości. Po miesiącu z nowymi nadziejami i poczuciem spełnienia Paula wróciła do Polski.

Pauli oraz wszystkim zaangażowanym dziękujemy i życzymy dalszych owoców pracy.

Klaudia

Czas wracać…

Mój ostatni tydzień w Liberii był, tak jak cały pobyt tutaj, pełen wrażeń i emocji. Teraz gdy pakuję te kilka rzeczy, które mi zostały próbuję poskładać te wszystkie wydarzenia w jakiś logiczny sens. Dobro chyba nie ma swojej logiki. Miłość jest nielogiczna i właśnie tak się czuję 🙂

Ostatni tydzień warsztatów poświęciliśmy na temat konfliktów w grupach. Na koniec profesjonalnie zaplanowaliśmy tegoroczny obóz wakacyjny, dzięki czemu animatorzy nauczyli się jak tworzyć projekty i przekonać ludzi do wspierania ich działań. A działań tych jest naprawdę ogrom. Ostatni warsztat natomiast miałam okazję przeprowadzić w dość nietypowej scenerii – na plaży J Po ewaluacji i kilku zabawach integracyjnych rozdałam certyfikaty dla 20 animatorów, którzy regularnie uczestniczyli w szkoleniu.

W środę tak jak na całym świecie, także w Liberii, rozpoczęliśmy Wielki Post. Co ciekawe w Środę Popielcową do kościoła przychodzą nie tylko katolicy. Okazuje się, że obrzęd posypania głów popiołem jest chętnie przyjmowany także przez niechrześcijan. W piątek natomiast nasze codzienne oratorium zakończyliśmy natomiast drogą krzyżową.

W minionym tygodniu także udało się spotkać z dziećmi, które są objęte naszym programem Adopcja Miłości. Dzieciaki z radością przyjęły upominki od rodzin adopcyjnych oraz same też przygotowały listy, które zabiorę do Polski i przekaże osobom, które wspierają to dzieło. Miałam też okazję bliżej poznać tutejszą szkołę i system edukacji. Salezjanie prowadzą w Monrovii dwie szkoły, jedna z nich – Mary Help of Christians School znajduje się na terenie Don Bosco Youth Center. Wszystkich klas jest 12 plus dodatkowo przedszkole. W sumie wszystkich uczniów jest około 500. Najliczniejsza klasa liczy 45 uczniów, najmniejsza – 28. Dyrektorem tej szkoły jest ks. Salomon Gbaki z Sierra Leone.

I tak oto moja prosta posługa dobiega końca. Wracam do Polski w głową pełną pomysłów na dalsze wsparcie tej placówki. Bo MIŁOŚĆ jest nielogiczna 🙂

Paula   

Z PROCHU POWSTAŁEŚ…

Tradycyjnie w naszym oddziale Mszą Świętą rozpoczęliśmy okres Wielkiego Postu. Spotykając się na wpólnej Eucharystii łączymy się nie tylko z ukrzyżowanym Chrystusem ale i ze sobą nawzajem.

Nawiązując do Ewangelii, ksiądz Jerzy przypomniał nam, że nie ważne jest to, co widzą ludzie, ale to co dzieje się w naszych sercach. Tak proste słowa, aby nie czynić niczego jak obłudnicy są tak trudne do realizacji w dzisiejszym życiu.

W czasie Mszy Św. nastąpiło także posypanie naszych głów popiołem, oraz losowanie naszego “misjonarza na post” – każdy kto zechce może podjąć się modlitwy za jednego z misjonarzy, z którym nasz wrocławski oddział współpracuje lub jednego z wolontariuszy, którzy w tym roku będą pełnić posługę na misjach.

“Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie”

Najczęstsze pytanie jakie ostatnio słyszę to chyba to czy mogę zmienić datę swojego biletu powrotnego do Polski 🙂 Tak, jak też czuję że pozostał tylko dzień mojego pobytu w Liberii. Wszystko to co dobre szybko się kończy. Ale czy na pewno? Może to właśnie początek…

Liberyjczycy lubią rozmawiać. Doświadczyłam tego szczególnie podczas warsztatów na temat efektywnej komunikacji. Problem w tym, że czasem trudno im przyznać komuś rację, chyba że jest to ktoś szanowany i na wyższej pozycji społecznej. Na szczęście moje, wciąż pogłębiane dzięki takim grupom, kompetencje trenerskie wystarczyły, aby ostudzić emocje 🙂

W minionym tygodniu w Centrum Młodzieżowym miały miejsce dwa wydarzenia. W piątek pięcioro śmiałków podjęło wyzwanie rywalizacji w Spelling Competition (konkurs ortograficzny). Angielskie słowa, które mieli przeliterować naprawdę nie należały do najłatwiejszych. Niektórych znaczenia nie byłam w stanie rozszyfrować. Ale zawodnicy dzielnie walczyli do końca i nawet w finale trzeba było wymyślać nowe, jeszcze trudniejsze słowa. Na koniec zawodnicy dostali upominki przywiezione przeze mnie, a wszyscy którzy kibicowali dostali ciastka, które też zakupiliśmy dzięki sponsorowi z Polski. W niedzielę natomiast Don Bosco Youth Center przyciągnęło nie tylko dzieci i młodzież z oratorium. Ponad 500 osób zgromadziło się na boisku do koszykówki, aby podziwiać uczestników  „Talent for Jesus”. W tym roku ten pokaz talentów został zdecydowanie zdominowany przez tancerzy, ale naprawdę są w tym dobrzy. Od najmłodszych lat ich ciała jakby same poruszają się w rytm muzyki. Trzeba ich tylko odpowiednio ukierunkować.  

W sobotę natomiast, wraz z młodzieżą z CYO (Catholic Youth Organisation – Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży) wybraliśmy się na wycieczkę. Członkami tej grupy są w głównej mierze animatorzy, ale nie tylko. Mogli wybrać wypad na plażę, albo w inne równie atrakcyjne miejsce. Jednak zdecydowali inaczej. Pojechaliśmy do sierocińca Brothers keeper, aby pobyć z dziećmi, które wychowują się bez rodziców. Było to piękne spotkanie. Przede wszystkim po raz kolejny zobaczyłam, że dobro, którym obdarowujemy podopiecznych Salezjanów w Monrovii, jest pomnażane. Podczas sobotnich zabaw z dziećmi wykorzystali umiejętności zdobyte podczas prowadzonych przeze mnie warsztatów, a na koniec obdarowali ich częścią rzeczy, które przywiozłam dla nich z Polski, dodając jeszcze dary od siebie. Po drugie zobaczyłam jak czasem nie wiele trzeba, żeby uszczęśliwić drugiego człowieka, szczególnie tego najmłodszego. Czy to nie w sobotniej Ewangelii Jezus mówił, żeby pozwolić dzieciom zbliżać się do Niego? Czyż nie mamy stać się właśnie jak te dzieci? Doświadczyłam tego, gdy na koniec naszego pobytu w Brothers keeper patrzyłam w oczy dzieci, które bez słów mówiły DZIĘKUJĘ.

I ja dziękuję za to doświadczenie, za to utwierdzenie, że warto czynić dobro. Bo może i to co dobre szybko się kończy, ale nigdy nie wiemy na jak długo pozostanie w drugim człowieku i sprawi, że jego życie będzie piękniejsze.  

Paula

     

Poczuć się jak dziecko

W minioną środę nasze spotkanie poprowadziła Karolina, która przypomniała nam jak to jest samemu być dzieckiem 🙂

Tego dnia spotkanie było praktyczne, nie siedzieliśmy w sali, ale jak na szkolne korytarze przystało, to tam właśnie się bawiliśmy!

Tańce i zabawy, które pokazała nam Karolina, mają funkcje nie tylko rozrywkową, ale i integracyjną. Bez wątpienia przydadzą się nam na misjach, gdzie język jest dużą barierą, a (szczególnie na początku) potrzebna jest duża integracja na linii wolontariusz – mieszkaniec.

Zobaczcie sami, co się działo 🙂

Magda K.