Półmetek w Liberii :)

2 tygodnie za mną i 2 przede mną 🙂 Choć życie w Liberii ma nieco wolniejsze tempo niż w Polsce, to czas płynie tak samo szybko. Tutaj po prostu inaczej się go spędza. Nawet stojąc w korku i widząc przed sobą wymuszający pierwszeństwo samochód czy zahaczający o twoje lusterko motocykl nikt się nie denerwuje. Przecież ten czas można spędzić z drugim człowiekiem, więc nie jest on zmarnowany 🙂

Minął kolejny tydzień warsztatów z animatorami. Mimo, że ks. Raphael ostrzegał mnie, że w tym tygodniu może przychodzić mniejsza liczba uczestników bo mogą być już zmęczeni, to wcale się tak nie stało. Na każdych zajęciach jest około 20 osób co mnie bardzo cieszy. Nie słabnie też ich zaangażowanie i chętnie podejmują dyskusje. Ja też się dobrze czuję w ich towarzystwie. Czasem nawet zdarza mi się w trakcie wypowiedzi wpleść przypadkiem jakieś polskie słowo. Uśmiechają się wtedy tylko i cieszą się, że poznali kolejne słówko w moim języku 🙂 Po oficjalnej części warsztatów zawsze chętnie zostają jeszcze, aby porozmawiać. I wtedy to ja się uczę od nich. O ich kulturze, zwyczajach, historii ich kraju. Najwięcej radości sprawia im uczenie mnie jednego z dialektów – pidgin english (językiem urzędowym Liberii jest język angielski, ale mieszkańcy posługują się 20 dialektami).  

W oratorium trwają przygotowania do dwóch wydarzeń, które czekają nas już w tym tygodniu – Speeling Competition i Talent for Jesus. W poniedziałki, wtorki i czwartki są dla mnie okazją do nauczenia się tradycyjnych afrykańskich tańców. Odbywają się wtedy zajęcia kulturalne. Biorą w nich udział głównie dziewczynki, chłopcy w tym czasie, pod okiem trenera, ćwiczą taekwondo. Taniec afrykański wymaga dobrego poczucia rytmu, który jest wybijany na bębnie. Nie jest łatwy, ale cóż… jeszcze kilka lekcji przede mną 🙂 Najważniejsze, że buduje to moją więź z dziećmi, które z dumą pokazują mi kolejne kroki.

W piątek rano udaliśmy się z ks. Raphaelem i przedstawicielami parafii w podróż na północ kraju. Naszym celem była miejscowość Gbarnga położona nieopodal granicy z Gwineą. Jak tylko wyjechaliśmy z Monrovi krajobraz znacznie się zmienił. Pagórki, zielone lasy tropikalne, zdecydowanie mniej zaludnione miejscowości. Od razu uwierzyłam w zapewnienia jednego z animatorów, że na terenie Liberii znajduje się 60 % wszystkich lasów Afryki Zachodniej. W ogóle cała Liberia podzielona jest na 15 takich jakby województw. W ciągu czterech godzin jazdy przemierzyliśmy 3 z nich. W Gbarnga znajduje się seminarium duchowne dla wszystkich trzech diecezji Liberii. Obecnie do stanu kapłańskiego przygotowuje się 28 kleryków. Pojechaliśmy tam, aby zawieźć im dary od mieszkańców parafii salezjańskiej, w której obecnie przebywam – kilka worków ryżu, galonów oleju i warzywa. Najbardziej ucieszyło mnie to, że zobaczyłam, iż ludzie którym pomagamy także potrafią pomagać innym potrzebującym. I to jest piękne! Sama miejscowość Gbarnga, mimo że jest stolicą województwa, to jest znacznie spokojniejsza niż Monrovia. Więc delektowałam się ciszą i zupełnie innym powietrzem 🙂 Gdy po południu udaliśmy się na spacer po okolicy trafiliśmy na mecz piłki nożnej – jedyną rozrywkę ludzi w tej miejscowości. Dlatego tłumnie przyszli oglądać mecz, nie zważając na brak trybun a nawet porządnego boiska. Między kibicami przemykały się dzieci, które sprzedawały jedzenie i napoje. Zaczepiliśmy jedno z nich, aby kupić coś jakby małe pączki. Chłopiec wydawał się skonsternowany, gdy jako zapłatę dostał 1 dolara. Okazało się, że pierwszy raz widział takie pieniądze. Generalnie oficjalną walutą Liberii jest dolar liberyjski (LD), ale szczególnie w stolicy częściej używa się dolarów amerykańskich (USD). Tam, na obrzeżach kraju jest to rzadkością.

Pozdrawiam serdecznie z wciąż upalnej, bezdeszczowej Liberii 🙂

Paula

Szkolenie dla animatorów w Liberii – początek

Tydzień temu, gdy byłam już w drodze do Liberii nie spodziewałam się, że tyle wydarzy się w tym czasie. Od środy do piątku godziny dopołudniowe spędzałam przygotowując szkolenie dla animatorów. Po południu Don Bosco Youth Center wypełniało się prawie 200 dzieci i młodzieży, którzy przychodzili do Oratorium. Jadąc na zakupy przed szkoleniem po raz kolejny uświadomiłam sobie jak drogie jest życie w Liberii. Dla przykładu drukarka, którą w Polsce można kupić za 500 zł tutaj kosztuje ponad 3000 i to dolarów amerykańskich. Nie wspominając o innych podstawowych artykułach biurowych typu klej, nożyczki, markery. Dlatego w tym miejscu pragnę podziękować Szkole Podstawowej z Oddziałami Integracyjnymi nr 6 w Oleśnicy oraz Przedszkolu Montessori PESTKA z Wrocławia za przeprowadzoną zbiórkę artykułów szkolnych i sprzętu sportowego.

Szkolenia rozpoczęliśmy w sobotę. Zapominając, że przecież jestem w Afryce punktualnie o godzinie 10 byłam zwarta i gotowa. Oczekiwanie na wszystkich uczestników trwało ponad 45 minut, a jeszcze niektórzy dochodzili w trakcie 🙂 Zaczęliśmy od integracji i nauki kilku zabaw i tańców, które będą mogli wykorzystać w pracy z dziećmi. Animatorzy bardzo szybko otworzyli się na to co dla nich przygotowałam i nawet nie wiem kiedy minęły 4 godziny pracy w nimi. W ewaluacji pierwszego dnia szczerze pisali o swoich odczuciach. Jestem mile zaskoczona ich przemyśleniami i zaangażowaniem. Z radością przygotowuję dla nich kolejne dni szkoleń. I są pierwsze efekty, bo w niedzielę zaczęliśmy już nie z godzinnym opóźnieniem a zaledwie 30 minutowym 🙂 Ten dzień poświęciliśmy na odkrywanie swoich talentów.

W niedzielę w tutejszej Salezjańskiej parafii Holy Innocent są sprawowane dwie Msze Św. – o 9.15 oraz o 11. Uczestniczyłam w pierwszej, ale na obu zostałam oficjalnie przywitana przez wspólnotę parafialną. Ks. Raphael z wdzięcznością zaprezentował to co przywiozłam dla nich z Polski – ornat, obrazy ks. Bosko i Jezusa Miłosiernego oraz różańce. Jak się okazuje praktycznie całe wyposażenie kościoła pochodzi z Polski, co pięknie pokazuje na czym polega jedność Kościoła Katolickiego. W imieniu mieszkańców tej parafii serdecznie dziękuję ofiarodawcą za te dary.

Pozdrawiam z upalnej Liberii (choć dzisiaj nieco chłodniej bo tylko 29 stopni 🙂 ).

Paula

Mądra inkulturacja

Dzisiejsze spotkanie na temat inkulturacji poprowadziła Agnieszka.

Mówiła ona o tym, że inkulturacja jest wcielaniem się Ewangelii w różne kultury. Jan Paweł II powiedział, że “wszyscy jesteśmy zanurzeni w kulturze”. Człowiek nie może się obejść bez kultury. Jest jej sprawcą i twórcą już od samego momentu kiedy Jezus posyła swoich uczniów.

Przekazujemy prawdę o Chrystusie w kontekście kultury do której jesteśmy wysłani. Jest to ważne, aby przekazywać nasze duchowe dziedzictwo. Kluczem jest szacunek – zarówno dla Ewangelii jak i dla kultury, w której jest ona przyjmowana.

Celem inkulturacji jest przyjęcie Jezusa Chrystusa całym swoim życiem.

Mądrze przeprowadzona inkulturacja oczyszcza i uszlachetnia kultury. Każda kultura może nam pomóc pełniej przeżyć spotkanie z Chrystusem. Pytaniem jest jak docierać z Ewangelią do różnych kultur tak, aby była ona dobrze zrozumiana. Należy szukać tych elementów, które pomogą ją zrozumieć. Skupiliśmy się na kulturze afrykańskiej, którą doceniać,ze względu na jej bogactwa. Nie powinniśmy czuć się od tamtejszych mieszkańców lepiej dlatego, że żyjemy na innym poziomie ekonomicznym. W tej kulturze jest wielkie bogactwo. Przede wszystkim szanują oni życie i cieszą się tym życiem.

Ważne jest to, że misjonarz nie wyjeżdża na misje z postawą kolonizatora. Idzie w Imię Chrystusa z poszanowaniem kultury i tradycji lokalnych.

Dziękujemy Agnieszce za uświadomienie nam na czym polega inkulturacja i na co zwrócić uwagę podczas naszych wyjazdów misyjnych.

Karolina

Powrót do Liberii

Po intensywnych przygotowaniach, pakowaniu ogromu rzeczy, które otrzymałam od ludzi dobrej woli, zamknięciu ostatnich spraw w Polsce i prawie 24 godzinnej podróży powróciłam do Don Bosco Youth Center w New Matadi (Liberia). Wróciłam, a wrażenie takie jakbym nigdy stąd nie wyjechała. Jakby na te prawie 5 lat czas w Liberii zatrzymał się.

Pierwsze zderzenie to port lotniczy Roberts International Airport w Monrovii (a dokładnie godzina drogi od miasta). Zdecydowanie odbiega on od standardów europejskich, ale rekompensuje to sympatyczna obsługa. Mój paszport został sprawdzony kilka razy, ale mam wrażenie, że tylko po to aby poznać moje imię. Wszyscy też bez zastanowienia chcieli pomóc widząc jak próbuję pozbierać moje 4 wielkie bagaże i wytoczyć je z terminalu, gdzie czekali już na mnie ks. Raphael i animatorzy. Po kolacji powitalnej i szybkiej kąpieli musiałam od razu iść spać ponieważ tego wieczoru nie było w New Matadi prądu, a zapasowy generator trzeba było już wyłączyć. Dzięki zmęczeniu po podróży nie przeszkadzał mi nawet panujący upał.

Następnego dnia wychodząc z pokoju na każdym kroku spotykam znajome twarze. Wszyscy ciepło się ze mną witają i cieszą się moim powrotem. Wypakowuje rzeczy, które cudem udało mi się zapakować i przewieźć do Liberii. Po południu zaczyna się oratorium, które we wtorki jest miejscem gier i zabaw. Najpierw przychodzą animatorzy, chwilę później dzieci. Jest ich naprawdę mnóstwo. Jedni grają w piłkę, drudzy w koszykówkę i siatkówkę. Najmłodsi oblegają plac zabaw i organizują wyścigi na przywiezionych z Polski piłkach skaczących. Wszędzie panuje radość, a animatorzy i ks. Raphael czuwają nad bezpieczeństwem. Jestem z nimi i myślę sobie, że właśnie tak musiało wyglądać pierwsze oratorium ks. Bosko. Na zakończenie zbieramy się w kościele na Eucharystię.

Kolejne dni to czas na przygotowanie szkolenia dla animatorów. W sobotę nasze pierwsze spotkanie. Czuję, że będzie to i dla nich i dla mnie owocny czas. Bo przecież nigdy nie masz za mało, by nie móc się podzielić i za dużo, żeby nie przyjąć czegoś od drugiego człowieka.

Paula

Smutny święty to żaden święty! – naśladując ks. Bosko

W wigilię wspomnienia św. Jana Bosko, spotkaliśmy się wspólnie, aby zawierzyć cały wolontariat misyjny naszemu patronowi.

Tym razem nieco wcześniej, bo już o godzinie 18-stej, spotkaliśmy się wraz z siostrami ze zgromadzenia Córek Maryi Wspomożycielki na wspólnej Eucharystii w kaplicy sióstr. Było to nasze wspólne święto, wspomnienie założyciela rodziny salezjańskiej, stąd też szczególną postacią na której się skupiliśmy był właśnie ks. Jan Bosko.

Ks. Jerzy Babiak w czasie homilii nawiązał do życia świętego, który swoim przykładem, sumiennością i otwartością poruszał serca młodych. Potrafił znaleźć klucz do każdego zamkniętego serca i sprawić, że rozpalała się w nim iskra wiary. Pomimo wielu zajęć i obowiązków, prowadzenia oratorium i dbania o młodzież, ks. Bosko potrafił znaleźć czas aby zająć się sprawą misji. Postanawia wysłać pierwszych misjonarzy, którzy z Ewangelią docierają do Patagonii. Ostatnie polecenie skierowane tuż przed śmiercią do współbraci nie mogło dotyczyć niczego innego, jak tylko tego, co stanowiło sens i posłanie jego życia: 


„Waszej trosce polecam wszystkie dzieła, jakie Bóg zechciał mi powierzyć (…); jednakże w sposób szczególny polecam wam troskę o młodzież biedną i opuszczoną, która zawsze stanowiła najdroższą cząstkę mego serca na ziemi (…)”

Po posiłku dla ducha udaliśmy się wspólnie, aby pożywić nasze ciała. Przy boskiej pizzy, świętowaliśmy także jubileusz urodzin naszego duszpasterza i prezesa oddziału wrocławskiego ks. Jerzego Babiaka.

My, jako salezjańscy wolontariusze, jesteśmy zobligowani do brania przykładu ze św. Jana Bosko. Całym sercem oddawać się drugiemu człowiekowi, ewangelizować swoim przykładem i dbać o wychowanie młodych wg idei wychowawczych opartych na ROZUMIE, RELIGII i MIŁOŚCI.

M.K.