Asystencja – czyli aktywna obecność

Na środowym spotkaniu rozpatrywaliśmy pojęcie asystencji . Pracując w grupach wolontariusze szukali definicji tego słowa, czym jest i jakie cechy posiada asystencja efektywna.

Wiemy już, że nie jest to tylko obecność czy wsparcie życiu drugiego człowieka, to przede wszystkim aktywność względem drugiej osoby. Towarzyszenie jej w sposób czynny.

Podczas żywej dyskusji udało nam się dojść do definicji Asystencji rozumianej przez Jana Bosko, który był obecny w życiu każdego młodego człowieka.

Na końcu sformułowaliśmy deklaracje, w jaki sposób chcemy asystować – czyli to, co jesteśmy w stanie dać od siebie innym wolontariuszom.

Kolejnym etapem było rozdzielenie obowiązków na najbliższe miesiące; organizacja nadchodzących wydarzeń…

Festyn w Twardogórze nadchodzi…

W mocy Ducha – Dzień Skupienia

W mocy Ducha – jedno z haseł, do których nawiązaliśmy w czasie dnia skupienia wielkopostnego, dla wolontariuszy z naszego oddziału wrocławskiego.

Mszy św. przewodniczył ks. Mateusz Ciesielski, sympatyk SWM, który wygłosił także naukę.
W słowach, które do nas skierował mówił, że nie ważne jest, czy robimy coś na misjach, czy tu na miejscu – w Polsce, to wszystko robimy dla Chrystusa. Z mocy Ducha Świętego jesteśmy posłani, działamy ale nie zawsze… aby tak rzeczywiście było potrzebujemy modlitwy i wyrzeczenia (filarów Wielkiego Postu).
Ks. Mateusz nawiązał także do wypowiedzi papieża Franciszka z Panamy, w której papież mówi, że młodzi nie są przyszłością świata, ale jej teraźniejszością. Na ten przykład, tak bywa we wspólnotach: Są młodzi, którzy angażują się całym sercem, ale są też tacy, którzy mówią: “jeszcze nie teraz”.

Wielki Post jest czasem zastanowienia się i ustanowienia priorytetów w swoim życiu a w biegu świata musimy pamiętać, w KIM leży nasze “źródło zasilania” 🙂

Każdy z nas, powinien brać wzór z osoby Jezusa Chrystusa. Tak jak w czasie liturgii Paschalnej, zapalamy świece, tak będąc w świetle i w łaskach Chrystusa powinniśmy przekazywać je dalej.

Po wspólnej Eucharystii aby umocnić nasza wspólnotę przygotowaliśmy kolację a po niej zasiedliśmy do filmu o Ignacym Loyolii.

Film opowiadał o początkach działalności św. Ignacego, jego historii jeszcze przed nawróceniem i późniejsze etapy powstawania metody modlitwy Ignacjańskiej oraz jakie napotkał trudności oraz o zbawczej ingerencji Jezusa w jego życiu.

Paula & Agata

Pedagogika ks. Bosco

W minioną środę nasze cotygodniowe spotkanie poprowadził Ksiądz Jerzy Babiak. Tematem był system wychowawczy,nazwany prewencyjnym- stworzony przez św. Jana Bosko. Nie chciał On jednak wychowywać w systemie.Był antysystemowy. W jego wychowaniu było dużo wolności,pokoju serca,a przede wszystkim mądrości. Św. Jan Bosko opierał system na praktyce. Potrafił dostrzegać problemy ludzi młodych,a co więcej wejść w ich środowisko. Patrzył poza Kościół, jego wzrok sięgał dalej. Zadawał sobie często pytanie: co robić dla tych ludzi? Jak nawiązać z nimi relacje? W odpowiedzi na te pytania pomógł mu sen,który przedstawiał dwie grupy:wilki i owce,walczące ze sobą. W owym śnie pojawiła się Matka Boża,która powiedziała,że należy oddzielić zwierzęta nie przemocą, lecz łagodnością. Poznaliśmy elementy systemu wychowania księdza Bosko,jakimi są: boisko,parafia,eucharystia,duchowość Maryjna oraz sakramenty święte. Jest to piękne, że święty potrafił pokazać młodym chłopakom, że mimo swoich problemów są wartościowi i ważni. Zapraszam ich do bliskości z Chrystusem.

Po uważnym wysłuchaniu Księdza Jerzego, w parach uzasadnialiśmy dlaczego system Św. Jana Bosko nazywa się prewencyjnym. Poszło nam to dość sprawnie. Następnie podzieliliśmy się na dwie grupy. Jedna broniła systemu represyjnego,a druga prewencyjnego. Wszyscy byli bardzo zaangażowani w ciekawą dyskusję. Każdy mógł wyrazić swoje stanowisko i je obronić. Spotkanie przebiegło w sposób aktywny,dzięki czemu mogliśmy się także bardziej zintegrować. Towarzyszyła nam radość i uśmiechy na twarzach.

Patrycja

`

Świadectwo z Liberii

W zeszłą środę odbyło się cotygodniowe spotkanie wolontariuszy SWM. Poprowadziła je Paula, wiceprezes wolontariuszy, która we wtorek przyleciała z Liberii i zdała nam świeże relacje ze swojej misji.

To nie był pierwszy raz Pauli w Liberii, ostatni raz była tam 5 lat temu. W tym roku odwiedziła placówkę Salezjanów w New Matadi w Monrovi, gdzie mieści się kościół, szkoła i oratorium. Parafia liczy około 400-500 osób. Misja Pauli polegała na szkoleniu wolontariuszy, którzy pracują na miejscu cały rok. Przez miesiąc nasza koordynator omawiała z Nimi sposoby pracy w grupie. Poruszane były też tematy konfliktów, różnic w grupie. Wspólnie odwiedzili miejscowy dom dziecka i spotkali się z podopiecznymi Adopcji Miłości. Po miesiącu z nowymi nadziejami i poczuciem spełnienia Paula wróciła do Polski.

Pauli oraz wszystkim zaangażowanym dziękujemy i życzymy dalszych owoców pracy.

Klaudia

Czas wracać…

Mój ostatni tydzień w Liberii był, tak jak cały pobyt tutaj, pełen wrażeń i emocji. Teraz gdy pakuję te kilka rzeczy, które mi zostały próbuję poskładać te wszystkie wydarzenia w jakiś logiczny sens. Dobro chyba nie ma swojej logiki. Miłość jest nielogiczna i właśnie tak się czuję 🙂

Ostatni tydzień warsztatów poświęciliśmy na temat konfliktów w grupach. Na koniec profesjonalnie zaplanowaliśmy tegoroczny obóz wakacyjny, dzięki czemu animatorzy nauczyli się jak tworzyć projekty i przekonać ludzi do wspierania ich działań. A działań tych jest naprawdę ogrom. Ostatni warsztat natomiast miałam okazję przeprowadzić w dość nietypowej scenerii – na plaży J Po ewaluacji i kilku zabawach integracyjnych rozdałam certyfikaty dla 20 animatorów, którzy regularnie uczestniczyli w szkoleniu.

W środę tak jak na całym świecie, także w Liberii, rozpoczęliśmy Wielki Post. Co ciekawe w Środę Popielcową do kościoła przychodzą nie tylko katolicy. Okazuje się, że obrzęd posypania głów popiołem jest chętnie przyjmowany także przez niechrześcijan. W piątek natomiast nasze codzienne oratorium zakończyliśmy natomiast drogą krzyżową.

W minionym tygodniu także udało się spotkać z dziećmi, które są objęte naszym programem Adopcja Miłości. Dzieciaki z radością przyjęły upominki od rodzin adopcyjnych oraz same też przygotowały listy, które zabiorę do Polski i przekaże osobom, które wspierają to dzieło. Miałam też okazję bliżej poznać tutejszą szkołę i system edukacji. Salezjanie prowadzą w Monrovii dwie szkoły, jedna z nich – Mary Help of Christians School znajduje się na terenie Don Bosco Youth Center. Wszystkich klas jest 12 plus dodatkowo przedszkole. W sumie wszystkich uczniów jest około 500. Najliczniejsza klasa liczy 45 uczniów, najmniejsza – 28. Dyrektorem tej szkoły jest ks. Salomon Gbaki z Sierra Leone.

I tak oto moja prosta posługa dobiega końca. Wracam do Polski w głową pełną pomysłów na dalsze wsparcie tej placówki. Bo MIŁOŚĆ jest nielogiczna 🙂

Paula   

Z PROCHU POWSTAŁEŚ…

Tradycyjnie w naszym oddziale Mszą Świętą rozpoczęliśmy okres Wielkiego Postu. Spotykając się na wpólnej Eucharystii łączymy się nie tylko z ukrzyżowanym Chrystusem ale i ze sobą nawzajem.

Nawiązując do Ewangelii, ksiądz Jerzy przypomniał nam, że nie ważne jest to, co widzą ludzie, ale to co dzieje się w naszych sercach. Tak proste słowa, aby nie czynić niczego jak obłudnicy są tak trudne do realizacji w dzisiejszym życiu.

W czasie Mszy Św. nastąpiło także posypanie naszych głów popiołem, oraz losowanie naszego “misjonarza na post” – każdy kto zechce może podjąć się modlitwy za jednego z misjonarzy, z którym nasz wrocławski oddział współpracuje lub jednego z wolontariuszy, którzy w tym roku będą pełnić posługę na misjach.

“Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie”

Najczęstsze pytanie jakie ostatnio słyszę to chyba to czy mogę zmienić datę swojego biletu powrotnego do Polski 🙂 Tak, jak też czuję że pozostał tylko dzień mojego pobytu w Liberii. Wszystko to co dobre szybko się kończy. Ale czy na pewno? Może to właśnie początek…

Liberyjczycy lubią rozmawiać. Doświadczyłam tego szczególnie podczas warsztatów na temat efektywnej komunikacji. Problem w tym, że czasem trudno im przyznać komuś rację, chyba że jest to ktoś szanowany i na wyższej pozycji społecznej. Na szczęście moje, wciąż pogłębiane dzięki takim grupom, kompetencje trenerskie wystarczyły, aby ostudzić emocje 🙂

W minionym tygodniu w Centrum Młodzieżowym miały miejsce dwa wydarzenia. W piątek pięcioro śmiałków podjęło wyzwanie rywalizacji w Spelling Competition (konkurs ortograficzny). Angielskie słowa, które mieli przeliterować naprawdę nie należały do najłatwiejszych. Niektórych znaczenia nie byłam w stanie rozszyfrować. Ale zawodnicy dzielnie walczyli do końca i nawet w finale trzeba było wymyślać nowe, jeszcze trudniejsze słowa. Na koniec zawodnicy dostali upominki przywiezione przeze mnie, a wszyscy którzy kibicowali dostali ciastka, które też zakupiliśmy dzięki sponsorowi z Polski. W niedzielę natomiast Don Bosco Youth Center przyciągnęło nie tylko dzieci i młodzież z oratorium. Ponad 500 osób zgromadziło się na boisku do koszykówki, aby podziwiać uczestników  „Talent for Jesus”. W tym roku ten pokaz talentów został zdecydowanie zdominowany przez tancerzy, ale naprawdę są w tym dobrzy. Od najmłodszych lat ich ciała jakby same poruszają się w rytm muzyki. Trzeba ich tylko odpowiednio ukierunkować.  

W sobotę natomiast, wraz z młodzieżą z CYO (Catholic Youth Organisation – Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży) wybraliśmy się na wycieczkę. Członkami tej grupy są w głównej mierze animatorzy, ale nie tylko. Mogli wybrać wypad na plażę, albo w inne równie atrakcyjne miejsce. Jednak zdecydowali inaczej. Pojechaliśmy do sierocińca Brothers keeper, aby pobyć z dziećmi, które wychowują się bez rodziców. Było to piękne spotkanie. Przede wszystkim po raz kolejny zobaczyłam, że dobro, którym obdarowujemy podopiecznych Salezjanów w Monrovii, jest pomnażane. Podczas sobotnich zabaw z dziećmi wykorzystali umiejętności zdobyte podczas prowadzonych przeze mnie warsztatów, a na koniec obdarowali ich częścią rzeczy, które przywiozłam dla nich z Polski, dodając jeszcze dary od siebie. Po drugie zobaczyłam jak czasem nie wiele trzeba, żeby uszczęśliwić drugiego człowieka, szczególnie tego najmłodszego. Czy to nie w sobotniej Ewangelii Jezus mówił, żeby pozwolić dzieciom zbliżać się do Niego? Czyż nie mamy stać się właśnie jak te dzieci? Doświadczyłam tego, gdy na koniec naszego pobytu w Brothers keeper patrzyłam w oczy dzieci, które bez słów mówiły DZIĘKUJĘ.

I ja dziękuję za to doświadczenie, za to utwierdzenie, że warto czynić dobro. Bo może i to co dobre szybko się kończy, ale nigdy nie wiemy na jak długo pozostanie w drugim człowieku i sprawi, że jego życie będzie piękniejsze.  

Paula

     

Poczuć się jak dziecko

W minioną środę nasze spotkanie poprowadziła Karolina, która przypomniała nam jak to jest samemu być dzieckiem 🙂

Tego dnia spotkanie było praktyczne, nie siedzieliśmy w sali, ale jak na szkolne korytarze przystało, to tam właśnie się bawiliśmy!

Tańce i zabawy, które pokazała nam Karolina, mają funkcje nie tylko rozrywkową, ale i integracyjną. Bez wątpienia przydadzą się nam na misjach, gdzie język jest dużą barierą, a (szczególnie na początku) potrzebna jest duża integracja na linii wolontariusz – mieszkaniec.

Zobaczcie sami, co się działo 🙂

Magda K.

Półmetek w Liberii :)

2 tygodnie za mną i 2 przede mną 🙂 Choć życie w Liberii ma nieco wolniejsze tempo niż w Polsce, to czas płynie tak samo szybko. Tutaj po prostu inaczej się go spędza. Nawet stojąc w korku i widząc przed sobą wymuszający pierwszeństwo samochód czy zahaczający o twoje lusterko motocykl nikt się nie denerwuje. Przecież ten czas można spędzić z drugim człowiekiem, więc nie jest on zmarnowany 🙂

Minął kolejny tydzień warsztatów z animatorami. Mimo, że ks. Raphael ostrzegał mnie, że w tym tygodniu może przychodzić mniejsza liczba uczestników bo mogą być już zmęczeni, to wcale się tak nie stało. Na każdych zajęciach jest około 20 osób co mnie bardzo cieszy. Nie słabnie też ich zaangażowanie i chętnie podejmują dyskusje. Ja też się dobrze czuję w ich towarzystwie. Czasem nawet zdarza mi się w trakcie wypowiedzi wpleść przypadkiem jakieś polskie słowo. Uśmiechają się wtedy tylko i cieszą się, że poznali kolejne słówko w moim języku 🙂 Po oficjalnej części warsztatów zawsze chętnie zostają jeszcze, aby porozmawiać. I wtedy to ja się uczę od nich. O ich kulturze, zwyczajach, historii ich kraju. Najwięcej radości sprawia im uczenie mnie jednego z dialektów – pidgin english (językiem urzędowym Liberii jest język angielski, ale mieszkańcy posługują się 20 dialektami).  

W oratorium trwają przygotowania do dwóch wydarzeń, które czekają nas już w tym tygodniu – Speeling Competition i Talent for Jesus. W poniedziałki, wtorki i czwartki są dla mnie okazją do nauczenia się tradycyjnych afrykańskich tańców. Odbywają się wtedy zajęcia kulturalne. Biorą w nich udział głównie dziewczynki, chłopcy w tym czasie, pod okiem trenera, ćwiczą taekwondo. Taniec afrykański wymaga dobrego poczucia rytmu, który jest wybijany na bębnie. Nie jest łatwy, ale cóż… jeszcze kilka lekcji przede mną 🙂 Najważniejsze, że buduje to moją więź z dziećmi, które z dumą pokazują mi kolejne kroki.

W piątek rano udaliśmy się z ks. Raphaelem i przedstawicielami parafii w podróż na północ kraju. Naszym celem była miejscowość Gbarnga położona nieopodal granicy z Gwineą. Jak tylko wyjechaliśmy z Monrovi krajobraz znacznie się zmienił. Pagórki, zielone lasy tropikalne, zdecydowanie mniej zaludnione miejscowości. Od razu uwierzyłam w zapewnienia jednego z animatorów, że na terenie Liberii znajduje się 60 % wszystkich lasów Afryki Zachodniej. W ogóle cała Liberia podzielona jest na 15 takich jakby województw. W ciągu czterech godzin jazdy przemierzyliśmy 3 z nich. W Gbarnga znajduje się seminarium duchowne dla wszystkich trzech diecezji Liberii. Obecnie do stanu kapłańskiego przygotowuje się 28 kleryków. Pojechaliśmy tam, aby zawieźć im dary od mieszkańców parafii salezjańskiej, w której obecnie przebywam – kilka worków ryżu, galonów oleju i warzywa. Najbardziej ucieszyło mnie to, że zobaczyłam, iż ludzie którym pomagamy także potrafią pomagać innym potrzebującym. I to jest piękne! Sama miejscowość Gbarnga, mimo że jest stolicą województwa, to jest znacznie spokojniejsza niż Monrovia. Więc delektowałam się ciszą i zupełnie innym powietrzem 🙂 Gdy po południu udaliśmy się na spacer po okolicy trafiliśmy na mecz piłki nożnej – jedyną rozrywkę ludzi w tej miejscowości. Dlatego tłumnie przyszli oglądać mecz, nie zważając na brak trybun a nawet porządnego boiska. Między kibicami przemykały się dzieci, które sprzedawały jedzenie i napoje. Zaczepiliśmy jedno z nich, aby kupić coś jakby małe pączki. Chłopiec wydawał się skonsternowany, gdy jako zapłatę dostał 1 dolara. Okazało się, że pierwszy raz widział takie pieniądze. Generalnie oficjalną walutą Liberii jest dolar liberyjski (LD), ale szczególnie w stolicy częściej używa się dolarów amerykańskich (USD). Tam, na obrzeżach kraju jest to rzadkością.

Pozdrawiam serdecznie z wciąż upalnej, bezdeszczowej Liberii 🙂

Paula

Szkolenie dla animatorów w Liberii – początek

Tydzień temu, gdy byłam już w drodze do Liberii nie spodziewałam się, że tyle wydarzy się w tym czasie. Od środy do piątku godziny dopołudniowe spędzałam przygotowując szkolenie dla animatorów. Po południu Don Bosco Youth Center wypełniało się prawie 200 dzieci i młodzieży, którzy przychodzili do Oratorium. Jadąc na zakupy przed szkoleniem po raz kolejny uświadomiłam sobie jak drogie jest życie w Liberii. Dla przykładu drukarka, którą w Polsce można kupić za 500 zł tutaj kosztuje ponad 3000 i to dolarów amerykańskich. Nie wspominając o innych podstawowych artykułach biurowych typu klej, nożyczki, markery. Dlatego w tym miejscu pragnę podziękować Szkole Podstawowej z Oddziałami Integracyjnymi nr 6 w Oleśnicy oraz Przedszkolu Montessori PESTKA z Wrocławia za przeprowadzoną zbiórkę artykułów szkolnych i sprzętu sportowego.

Szkolenia rozpoczęliśmy w sobotę. Zapominając, że przecież jestem w Afryce punktualnie o godzinie 10 byłam zwarta i gotowa. Oczekiwanie na wszystkich uczestników trwało ponad 45 minut, a jeszcze niektórzy dochodzili w trakcie 🙂 Zaczęliśmy od integracji i nauki kilku zabaw i tańców, które będą mogli wykorzystać w pracy z dziećmi. Animatorzy bardzo szybko otworzyli się na to co dla nich przygotowałam i nawet nie wiem kiedy minęły 4 godziny pracy w nimi. W ewaluacji pierwszego dnia szczerze pisali o swoich odczuciach. Jestem mile zaskoczona ich przemyśleniami i zaangażowaniem. Z radością przygotowuję dla nich kolejne dni szkoleń. I są pierwsze efekty, bo w niedzielę zaczęliśmy już nie z godzinnym opóźnieniem a zaledwie 30 minutowym 🙂 Ten dzień poświęciliśmy na odkrywanie swoich talentów.

W niedzielę w tutejszej Salezjańskiej parafii Holy Innocent są sprawowane dwie Msze Św. – o 9.15 oraz o 11. Uczestniczyłam w pierwszej, ale na obu zostałam oficjalnie przywitana przez wspólnotę parafialną. Ks. Raphael z wdzięcznością zaprezentował to co przywiozłam dla nich z Polski – ornat, obrazy ks. Bosko i Jezusa Miłosiernego oraz różańce. Jak się okazuje praktycznie całe wyposażenie kościoła pochodzi z Polski, co pięknie pokazuje na czym polega jedność Kościoła Katolickiego. W imieniu mieszkańców tej parafii serdecznie dziękuję ofiarodawcą za te dary.

Pozdrawiam z upalnej Liberii (choć dzisiaj nieco chłodniej bo tylko 29 stopni 🙂 ).

Paula

Mądra inkulturacja

Dzisiejsze spotkanie na temat inkulturacji poprowadziła Agnieszka.

Mówiła ona o tym, że inkulturacja jest wcielaniem się Ewangelii w różne kultury. Jan Paweł II powiedział, że “wszyscy jesteśmy zanurzeni w kulturze”. Człowiek nie może się obejść bez kultury. Jest jej sprawcą i twórcą już od samego momentu kiedy Jezus posyła swoich uczniów.

Przekazujemy prawdę o Chrystusie w kontekście kultury do której jesteśmy wysłani. Jest to ważne, aby przekazywać nasze duchowe dziedzictwo. Kluczem jest szacunek – zarówno dla Ewangelii jak i dla kultury, w której jest ona przyjmowana.

Celem inkulturacji jest przyjęcie Jezusa Chrystusa całym swoim życiem.

Mądrze przeprowadzona inkulturacja oczyszcza i uszlachetnia kultury. Każda kultura może nam pomóc pełniej przeżyć spotkanie z Chrystusem. Pytaniem jest jak docierać z Ewangelią do różnych kultur tak, aby była ona dobrze zrozumiana. Należy szukać tych elementów, które pomogą ją zrozumieć. Skupiliśmy się na kulturze afrykańskiej, którą doceniać,ze względu na jej bogactwa. Nie powinniśmy czuć się od tamtejszych mieszkańców lepiej dlatego, że żyjemy na innym poziomie ekonomicznym. W tej kulturze jest wielkie bogactwo. Przede wszystkim szanują oni życie i cieszą się tym życiem.

Ważne jest to, że misjonarz nie wyjeżdża na misje z postawą kolonizatora. Idzie w Imię Chrystusa z poszanowaniem kultury i tradycji lokalnych.

Dziękujemy Agnieszce za uświadomienie nam na czym polega inkulturacja i na co zwrócić uwagę podczas naszych wyjazdów misyjnych.

Karolina

Powrót do Liberii

Po intensywnych przygotowaniach, pakowaniu ogromu rzeczy, które otrzymałam od ludzi dobrej woli, zamknięciu ostatnich spraw w Polsce i prawie 24 godzinnej podróży powróciłam do Don Bosco Youth Center w New Matadi (Liberia). Wróciłam, a wrażenie takie jakbym nigdy stąd nie wyjechała. Jakby na te prawie 5 lat czas w Liberii zatrzymał się.

Pierwsze zderzenie to port lotniczy Roberts International Airport w Monrovii (a dokładnie godzina drogi od miasta). Zdecydowanie odbiega on od standardów europejskich, ale rekompensuje to sympatyczna obsługa. Mój paszport został sprawdzony kilka razy, ale mam wrażenie, że tylko po to aby poznać moje imię. Wszyscy też bez zastanowienia chcieli pomóc widząc jak próbuję pozbierać moje 4 wielkie bagaże i wytoczyć je z terminalu, gdzie czekali już na mnie ks. Raphael i animatorzy. Po kolacji powitalnej i szybkiej kąpieli musiałam od razu iść spać ponieważ tego wieczoru nie było w New Matadi prądu, a zapasowy generator trzeba było już wyłączyć. Dzięki zmęczeniu po podróży nie przeszkadzał mi nawet panujący upał.

Następnego dnia wychodząc z pokoju na każdym kroku spotykam znajome twarze. Wszyscy ciepło się ze mną witają i cieszą się moim powrotem. Wypakowuje rzeczy, które cudem udało mi się zapakować i przewieźć do Liberii. Po południu zaczyna się oratorium, które we wtorki jest miejscem gier i zabaw. Najpierw przychodzą animatorzy, chwilę później dzieci. Jest ich naprawdę mnóstwo. Jedni grają w piłkę, drudzy w koszykówkę i siatkówkę. Najmłodsi oblegają plac zabaw i organizują wyścigi na przywiezionych z Polski piłkach skaczących. Wszędzie panuje radość, a animatorzy i ks. Raphael czuwają nad bezpieczeństwem. Jestem z nimi i myślę sobie, że właśnie tak musiało wyglądać pierwsze oratorium ks. Bosko. Na zakończenie zbieramy się w kościele na Eucharystię.

Kolejne dni to czas na przygotowanie szkolenia dla animatorów. W sobotę nasze pierwsze spotkanie. Czuję, że będzie to i dla nich i dla mnie owocny czas. Bo przecież nigdy nie masz za mało, by nie móc się podzielić i za dużo, żeby nie przyjąć czegoś od drugiego człowieka.

Paula