Białe anioły

Cicha obecność. Ciepłe spojrzenie. Przyjazny gest. Troska o życie. Towarzyszenie przy śmierci.To właśnie widzę, gdy patrzę na Misjonarki Miłości. W Monrovii prowadzą klinikę. Z biegiem czasu została ona rozbudowana o kolejne piętro. Innej opcji nie było ze względu na ścisk liberyjskiej stolicy. Budowla pięła się w górę –  bliżej Nieba. Bliżej Nieba są także ci pacjenci, którzy tam się znaleźli. Zapewnione mają wszystko, czego im potrzeba, by odzyskać siły i wrócić do zdrowia. Zapewnione także mają wszystko, gdy nadchodzi czas wyruszenia w ich ostatnią podróż.

Najczęstszą chorobą jest gruźlica, ale nie brakuje także przypadków, które wymagają leżenia w izolatce. Nie brakuje także przypadków, które kończą się śmiercią. Siostry są na to przygotowane. Gotowe nigdy nie będą.

Oprócz kobiet i mężczyzn miejsce w klinice znajdują także malutkie dzieci. Do kliniki przyjmowane są wraz z matkami. W ten sposób mają zapewnioną stałą opiekę i matczyne ciepło. Często jest to dla nich szansa na namiastkę życia w lepszych warunkach i zjedzenie ciepłego posiłku w ciągu dnia. Matkom to też daje możliwość nabycia podstawowych umiejętności, ponieważ często zderzone z rzeczywistością i nie mające wzorców, nie wiedzą, jak zajmować się dziećmi.

Divane ma rok, choć wygląda na 3 miesiące. Jego matka zmarła wkrótce po porodzie. Wychowuje go ciocia. Nie pozwoliła, aby dziecko spotkał ten sam los, co jej siostrę. Divane urodził się jako wcześniak. Później nie przyjmował żadnego pokarmu. Nie rósł. Nie miał siły. W szpitalu lekarze mówili, że wszystko jest w porządku. 2 tygodnie temu trafił do kliniki Misjonarek Miłości. Został otoczony dodatkowym ciepłem i miłością, a przede wszystkim opieką medyczną. Zaczął jeść. Jest silniejszy.

Miłości nie da się ograniczyć murami. Misjonarki Miłości wiedzą, że nie każdego potrzebującego są w stanie przygarnąć pod swój dach. Zatem wychodzą na ulice Monrovii, aby choć doraźnie pomagać chorym. Przez swoją posługę zarówno przywracają zdrowie ciała, jak i (co ważniejsze) duszy. Są przykładem służby i bezinteresownego oddania drugiemu człowiekowi.

W zgiełku Monrovii jest miejsce milczenia. W szarości zatłoczonych ulic przemyka białe sari. W obojętnej codzienności znajdują się ręce, które chcą pomóc; oczy, które widzą tylko dobro drugiego człowieka; serce, które jest pełne miłości.

Iwona

Liberia -Obóz wakacyjny 2017

Sierpień 28th, 2017 View Profile

Już po raz 3 wolontariusze Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego z Wrocławia przygotują dla prawie 500 podopiecznych z dzielnicy New Matadi zajęcia edukacyjne, artystyczne, katechezy i zajęcia sportowe. Iwona Bajtek i Marta Mazur pojechały do Liberii także po to, aby przez 3 miesiące dzielić się swoją wiedzą i talentami z miejscowymi animatorami i nauczycielami, ubogacając ich warsztat pracy.