Zwolnij, a przekonasz się czy warto.

Koniec obozu. Wyczekiwanie następnych wyzwań to stan, jaki nam towarzyszył. Tymczasem Ojciec Rafael – Proboszcz, od niedawna mianowany Dyrektor Wspólnoty oraz nasz Przełożony, zarządził przerwę. Tydzień wolnego. Nieco dłuższą niż się spodziewałyśmy. I nagle życie kompletnie zwolniło. Odmienny stan od tego, do jakiego jestem przyzwyczajona. W Polsce wyczekujemy swoich urlopów. Wiele osób musi zaplanować czas i miejsce pobytu. Temat dobrze znany wszystkim rodzicom i opiekunom. Kalendarze, ustalenia, akceptacje. To w wielkim skrócie opis zawodowej ścieżki urlopowej. Natomiast liberyjskie podejście różni się od europejskiego. Oczywiście przyznaję rację tym, którzy od razu pomyślą o systemie w jakim dane państwo funkcjonuje. Moje pytanie brzmi : jak sobie radzić, gdy go w ogóle nie ma?

Na skrzyżowaniach brak sygnałów świetlnych, które ułatwiałyby przejazd wszystkim pojazdom. Klakson odgrywa główną rolę zarówno w ciągu dnia, jak i w nocy. Ten, kto rusza stara się sprawdzać czy komuś nie przeszkadza, a gdy auto jest już za bardzo rozpędzone używa dźwięku, by dać znać wszystkim pozostałym, że nadjeżdża. Dodam jeszcze, iż skrzyżowania bywają dość często zabudowane, więc tym trudniej zobaczyć kogoś z prawej czy też z lewej strony. Przez pierwszych kilka dni myślałam, że to istne szaleństwo! Ileż  można trąbić na siebie nawzajem. Można? Można. 😉 I w tym  szaleństwie jest sposób. Czego potwierdzeniem jest niewielka ilość wypadków. 

Warsztaty samochodowe nie przypominają tych, które znam choćby z widzenia. Nie uraczy się w nich sprzętu diagnostycznego, podnośnika kolumnowego, mebli warsztatowych, kluczy i wszystkich innych sprzętów potrzebnych do oceny usterki. Brak wyposażenia nie oznacza, że nie można naprawić auta. Można, ale trzeba uzbroić się w cierpliwość. Każdy mechanik chętnie pomoże, gdy nie ma danej części w swoim warsztacie, zadzwoni do swojego znajomego, a jeśli się okaże, iż znajomy również nie ma poszukiwanej części to zadzwoni do kolejnego znajomego … Słyszałam już kilka historii tego typu. I ku mojemu zadziwieniu dobrze się kończą. Samochody i motocykle powracają (naprawione) na drogi. Tylko jedyne czego nam ludziom z Europy szczególnie potrzeba to pojęcia czasu. Wszystko się załatwi, ale w swoim czasie, w swoim rytmie, nie w moim ustalonym przeze mnie.

Lokalne targi cechuje różnorodność względem produktów spożywczych, jakich poszukujemy. Każdego dnia sprzedawca może mieć inny towar, w zależności od tego, co sam nabędzie, by później móc na tym zarobić. Stoiska są stawiane z długich (na około dwa metry) desek wraz z poprzeczną konstrukcją wewnętrzną, która służy za ladę do prezentowania „towaru dnia”. Na początku mnie dziwił widok sprzedawanych ryb na kamieniach, rozłożonych orzeszków (wciąż się jeszcze suszących) czy też małych papryczek na folii. Niemniej, po jakimś czasie doszłam do wniosku, że to sama natura!

Wielokrotnie spotkałam na drodze ludzi, którzy sprzedają, trzymając w dłoniach na przykład: gumy do żucia, lizaki, chleb w foliach, ryby, kraby, kurczaki, kwiaty – chodzą po najbardziej ruchliwych ulicach.

 Ciekawym rozwiązaniem handlu obnośnego jest sprzedawanie z taczki. W Polsce można ją zobaczyć jako narzędzie pracy na budowie. Tutaj to mały sklep na kółkach, który można spotkać bardzo często. Dowolność sprzedawanych produktów jest również imponująca.

Poza obszarami marketowymi są też lokalne sklepy, w których można kupić niemal wszystko od bielizny po meble do domu.

To tylko kilka przykładów sytuacji z tutejszej codzienności, dzięki, której można się wiele nauczyć, jeśli się ma czas… Dopiero, gdy życie zwalnia można dostrzec, jakie jest barwne, inne od tego, które znam. A kto powiedział, że to jakie wiedziemy życie w Europie jest szczęśliwsze? Dla mnie „inne” nie znaczy „gorsze”. Zawsze możemy się od siebie czegoś nauczyć, jeśli tylko zechcemy się nad tym zastanowić. Jak myślicie, warto czasem zwolnić… ?

 

Marta

 

 

 

 

 

 

 

 

Liberia -Obóz wakacyjny 2017

Sierpień 21st, 2017 View Profile

Już po raz 3 wolontariusze Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego z Wrocławia przygotują dla prawie 500 podopiecznych z dzielnicy New Matadi zajęcia edukacyjne, artystyczne, katechezy i zajęcia sportowe. Iwona Bajtek i Marta Mazur pojechały do Liberii także po to, aby przez 3 miesiące dzielić się swoją wiedzą i talentami z miejscowymi animatorami i nauczycielami, ubogacając ich warsztat pracy.