Przyjdźcie do mnie wszyscy…

Mała chatka. Łóżko. Krzesełko. Połatana pościel. Pod nią schorowany staruszek. Dłoń wyciągnięta na powitanie krucha i wychudzona. Oczy, choć wielkie i patrzące z życzliwością, wypełnione cierpieniem i smutkiem. Kolejny dzień bez posiłku, bo choroba nie pozwala. Kaszel przerywający rozmowę. Głowa opadająca na poduszkę, bo sił brakuje do podtrzymywania jej na wysokości naszych oczu. Cichy głos. Samotność. Gdyby odszedł, świat by nawet na chwilę nie zwolnił. Nikt nie usłyszałby o nim w wiadomościach…

Piękno otaczającego nas świata czasami zasłania nam to, co naprawdę jest problemem. Zachwycone nieznanym lądem, czasem tracimy z oczu to, co nas tu sprowadziło.

– Ślicznie tu jest! – Ola radośnie rozgląda się dookoła, przemierzając kolejne ścieżki w Dhadim.

– Nie. Tu jest brudno – gorzko odpowiada Galma.

Kiedy wszyscy się o ciebie troszczą, kiedy jesteś najedzony i ciepło ubrany, kiedy wesołe przekomarzania przy śniadaniu wprawiają cię w doskonały humor już na samym progu nowego dnia, ciężko jest dostrzec prawdziwe oblicze etiopskiej codzienności. Bo Etiopia to nie tylko gościnność i wspaniałe krajobrazy. To, co nam wydaje się ekscytujące i ciekawe, jest trudem dnia powszedniego mieszkających tu ludzi.

            Natura. Nie tylko wyznacza rytm codziennych obowiązków. Jest przestrzenią, która nieokiełznana nie zawsze odpowiada na potrzeby mieszkańców. Pora deszczowa pozwala nam cieszyć się sytością zieleni w Fullasie, ale skąpe opady spowodowały, że brakuje wody. Kilka miesięcy temu panowała susza. Dopiero od niedawna przyroda odradza się, a wraz z nią i tutejsza ludność.

            Woda. Dostęp do wody, do wody zdatnej do picia, to jeden z najważniejszych problemów. Od kilku tygodni siostry, którym udało się zdobyć fundusze od indywidualnych darczyńców, rozdysponowują zebrane zasoby wśród mieszkańców. Nie wszystkich bowiem stać, aby korzystać z rządowej studni, za którą pobierane są opłaty. W Boranie sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Zbiorniki wodne są zanieczyszczone. Ludzie i tak z nich korzystają. Kobiety i dzieci codziennie przemierzają kilka lub kilkanaście kilometrów, aby napełnić kanistry z wodą niezbędną do gotowania, prania czy pojenia zwierząt. Na szczęście liczne organizacje pozarządowe próbują zmienić sytuację i np. w Dhadim powstał zbiornik, z którego mogą korzystać okoliczni rolnicy. Przestrzeń wokół niego została zamieniona na niewielką plantację, ponieważ przygotowano wszystko, co jest potrzebne do nawadniania terenu. Mogłyśmy podziwiać tam grządki z warzywami, dopiero co pnące się w górę drzewa papai, a także … widać, że projekt służy mieszkańcom.

            Choroby. Siostra Roshini pierwsza kończy śniadanie, ostatnia rozpoczyna obiad. Pracuje w klinice. Jedynej w obrębie kilkudziesięciu kilometrów. Jest pielęgniarką, ale tutaj pełni także obowiązki lekarza, farmaceuty, terapeuty, administratora. Ma kilkoro pracowników do pomocy, ale to wciąż stanowczo za mało. Dzięki naszym projektom, mogła zatrudnić farmaceutę, zbadać wzrok pacjentom, teraz jest w stanie kontrolować ich poziom cukru. I chociaż każdy kolejny dzień przynosi nowe wyzwania, ona uzbrojona w cierpliwość (do niekiedy krnąbrnych podopiecznych) i pragnienie niesienia pomocy cierpiącym, dopija mocną etiopską kawę i wyrusza do walki.

            Wychowanie. A właściwie jego brak. Kiedy złościmy się na nasze niesforne dzieciaki, siostry przypominają nam, że to nie do końca ich wina. Wychowuje je ulica. Tam się bawią. Tam uczą się zasad lub ich braku. Tam zdobywają doświadczenia. Dorośli nie mają na to czasu lub wiedzy. Już od najmłodszych lat musisz zacząć o siebie dbać. Walka o przetrwanie. Widać to podczas wspólnych gier. Rzadko można zobaczyć dziecko czekające grzecznie w kolejce do zabawy. Moja rola ostatnio sprowadza się do bycia strażnikiem. „Nie oszukuj, poczekaj, nie bijcie się, nie szarp go” – to najczęściej wypowiadane zdania. W domu się krzyczy. Na ulicy oszukuje. Na podwórku walczy o swoje. To tylko schematy postępowania dorosłych powielane przez dzieci. Dorosłość nie jest tu równoznaczna z dojrzałością i odpowiedzialnością.

            Bierność. „Give me, give me, give me…” – żądania, wymagania, nieustanne pretensje. Już od dziecka przygotowywani są do brania. Nie chcą zarobić. Nie chcą zapracować. Chcą dostać. Za darmo. Bo tak. Najczęstsze metody pracy to powtarzanie. Brakuje kreatywności. Aspiracji. Chęci rozwoju. Jest zapotrzebowanie na tu i teraz. Bułka. Pieniądze. Długopis. Nieistotne. Byle dostać. Nieliczni potrafią docenić także to, co dostaną. Wspólnie uczymy się dziękować i prosić. A to nie lada wyzwanie.

            Mentalność. Miał piętnaście lat. Dziewczyna oskarżyła go o próbę gwałtu. Wszyscy wiedzieli, że to niemożliwe. Jej słowo wystarczyło. Miała wujka tam, gdzie trzeba. Dostał 6 lat, wyszedł po 4 za dobre sprawowanie. Teraz próbuje zacząć od nowa. Chciałby otworzyć sklep. Wycięto drzewa wokół domu sióstr. Poszukiwania sprawców. Próba odzyskania drewna lub pieniędzy. Nieudana. Przeprosili. Jest po sprawie. „Przepraszam” – załatwia wszystko. Brak konsekwencji. Naprawy krzywd. „Przepraszam”. Nawet nie takie z głębi serca. Po prostu rzucone na odchodnym. Przepraszam, używane jak wycieraczka. „Sori, Agnes, sori” – sorry wczoraj, sorry dziś i zapewne sorry jutro… Przepraszam, które już nic nie znaczy… dla nas nadal znaczy i tego się z Olą trzymamy.

 

            Jeszcze pewnie kilka obrazków znalazłoby się z tej naszej etiopskiej misji. Najważniejszy jest jednak jeden.

Każdego wieczoru, po dniu pełnym trudów i wyrzeczeń, utarczek i radosnych niespodzianek, trzy misjonarki miłości zapalają świecę i w małej kapliczce oddają wszystko w ręce Tego, Który je tu sprowadził. Nie słychać goryczy, wybrzmiewa zatroskanie. Nie czuć niechęci, odczuwa się przebaczenie. Nie widać złości, spostrzega się ciepło i dobroć. I to jest niewiarygodne. Takiej wiary i sobie, i wam życzę.

 

            Nieco zatroskana Aga

 

 

 

 

 

Etiopia -Obóz wakacyjny 2017

Sierpień 1st, 2017 View Profile

Już po raz czwarty w Etiopii organizowany jest obóz wakacyjny dla dzieci. Wolontariuszki, Agnieszka Chlipała i Aleksandra Mularczyk, przeprowadzą zajęcia dydaktyczne, artystyczne i sportowe skierowane do podopiecznych trzech placówek misyjnych. Projekt ten jest kontynuacją działań podjętych w latach ubiegłych, dzięki czemu współpraca z Siostrami Miłosierdzia z Indii owocuje, a my możemy dotrzeć do szerokiej grupy odbiorców i odpowiadać na bieżące potrzeby mieszkańców. Wakacje to czas, kiedy najmłodsi pozostawieni są samymi sobie i całymi dniami bawią się na niebezpiecznych ulicach. Otwierając szkołę i przygotowując twórcze zajęcia, nie tylko zapewniamy im opiekę, ale także rozwijamy talenty i pasję.