Świat byłby taki ubogi…, gdybyśmy się nie spotkali 😊

Kiedy na spotkaniu wprowadzającym, pierwszego dnia obozu dla dzieciaków z Dhadim, zostałam sam na sam z grupą niemal 30 chłopców, których miałam uczyć j. angielskiego, przeszły mi przez myśl pytania: „Co ja wyprawiam?”, „ JA mam ich uczyć?”. Niezły nauczyciel im się trafił 🙂 Jednak to już się działo. Stałam przed nimi, a oni czekali. W takim momencie słusznym wydaje się tylko brnięcie naprzód. Tak też zrobiłam. Sprawdziłam ich umiejętności – ogromne różnice w poziomie (głównie ze względu na przedział wiekowy), zapytałam o oczekiwania – chcą nauczyć się wszystkiego, czego tylko się da: czasy, słownictwo, gramatyka, teoria, praktyka, zabawa… To sporo jak na 2 tygodnie.

Czy jestem odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu? Nie przepadałam nigdy za przestrzenią tuż przy szkolnej tablicy. Przez ostatni tydzień spędziłam tam trochę godzin. I szczerze mówiąc, było mi… dobrze. Chłopcy chętnie przychodzą na lekcje i są na nich bardzo aktywni. Kilku z nich naprawdę bardzo się zaangażowało w nasze lekcje. Mają wiele pytań, ciekawych spostrzeżeń. Tak więc, razem dajemy radę naszemu wyzwaniu 🙂

Każdy nasz obozowy dzień zaczynamy od spotkania prowadzonego przez Agnieszkę: trochę katechezy, poważnych tematów oraz piosenek. Poprzez ciekawe filmiki oraz ich omówienie Aga przemyca inspiracje, pobudza wyobraźnię i podkreśla, co jest ważne w naszym życiu. Następnie dzielimy się na dwie grupy. Podczas gdy ja prowadzę zajęcia z j. angielskiego dla starszych chłopców, Agnieszka podejmuje wyzwanie okiełznania młodszej, dużo większej grupy dzieci. Nie jest to łatwe, ale jako doświadczony pedagog daje sobie z nimi radę. Poprzez zabawę, malowanie, piosenki uczy ich wielu angielskich słówek. Kolejną  godzinę spędzamy na tym, co nasze tygryski lubią najbardziej –
na zabawie. Tutaj też mamy duże pole do wychowywania dzieciaków. Nie jest łatwo spędzić całą godzinę bez bójek, kłótni, krzyków i innych wybryków 🙂 O godz. 12 czas na przerwę obiadową. Dzieciaki jedzą na stołówce przygotowany dla nich posiłek i „odpoczywają”. My w tym czasie mamy chwilę wytchnienia (wykorzystywaną na przygotowywanie zajęć).

Po południu spotykamy się ponownie. Wspólnie oglądamy bajkę i znów śpiewamy (wszyscy lubimy śpiewać 🙂 ). Po męczącym dniu należy zmęczyć się jeszcze bardziej, więc wybiegamy na dwór i wspólnie się bawimy. Widać, że bardzo im tego brakuje na co dzień. Potrafią bawić się wszystkim, co tylko dostaną do ręki.

Dobrze jest być razem. Choć przez chwilę.

                                Olka                 

 

                Etiopia to przede wszystkim czas pełen spotkań. To również jedno z najpiękniejszych odkryć tej misji. Spotykamy tu mnóstwo osób: misjonarzy goszczących nas na każdym postoju w dalekiej podróży do naszych placówek; znanych już nam i jeszcze nieznanych podopiecznych pobudzających nasze szare komórki do kreatywności i niejednokrotnie wystawiających naszą cierpliwość na próbę; parafian z życzliwością ściskających nasze dłonie podczas przekazywania sobie znaku pokoju; przechodniów z pobłażliwym uśmiechem obserwujących dwie białe dziewczyny ciągle fotografujące wszystko, co dzieje się dookoła. Za każdym razem to ogromne wydarzenie. Najczęściej z powodu koloru naszej skóry. Stajemy się niezwykle interesującym obiektem, gdziekolwiek się nie pojawimy. W mieście – nie możemy się opędzić od sprzedawców lub naciągaczy, w drodze – wzbudzamy entuzjazm i moc pozdrowień, wśród naszych dzieci – oczekiwanie i ciekawość, a gdy jesteśmy „w gościach”
u tutejszych mieszkańców – ogólną wesołość, np. kiedy próbujemy rozmawiać w lokalnym języku.

                Każdy dzień wypełniony jest spotkaniami – tymi mniejszymi, powszednimi, wpisanymi w rytm naszych działań oraz tymi bardziej intrygującymi, inspirującymi, wzbogacającymi w nowe odkrycia.

Nasz misyjny świat byłby zdecydowanie uboższy, gdyby nie codzienne dyskusje przy stole
na tematy wszelakie – od ulubionych smaków począwszy, poprzez politykę, gospodarkę podążywszy, a skończywszy np. na konkluzjach abby Dido dotyczących wierności tradycji („Dobrze, gdy mężczyzna ma dwie żony. Gdy zaczyna się nudzić, może iść do drugiej. Nie ma powodów do rozwodu”) i moim pytaniu, czy Ojciec Święty wie, czego on uczy owieczki swoje😊. (Abba oczywiście zaznaczył, że to tylko barwny obraz tutejszych obyczajów!)

Mój świat byłby zdecydowanie uboższy, gdyby nie serdeczny śmiech abby Anthonego dzielącego się z nami historiami przeróżnej maści podczas wieczornych rozmów podsumowujących miniony dzień.

Mój świat byłby zdecydowanie uboższy, gdyby nie troskliwy upór siostry Roshini dotyczący zasadności spożywania przez nas posiłków (zdecydowanie bogatych w kalorie!) niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania podczas pobytu na etiopskiej ziemi.

Mój świat byłby zdecydowanie uboższy, gdyby nie mijane w drodze soczyste i rozległe pejzaże uświadamiające potęgę ich Stworzyciela.

Mój świat byłby zdecydowanie uboższy, gdyby nie możliwość podziwiania dostojności, czarowności i pokraczności (a wszystko to równocześnie!) ukochanych camelów.

Mój świat byłby zdecydowanie uboższy, gdyby nie „polowanie” na pierwsze zebry w Etiopii i radość ich odszukania.

Mój świat byłby zdecydowanie uboższy, gdyby nie wspólne, radosne zdjęcia z kurczakiem podczas jednej z szalonych wizyt wśród parafian ojca Anthonego.

Mój świat byłby zdecydowanie uboższy, gdyby nie wspólne z Olą chwalebne śpiewy do nocy ciemnej i od białego rana.

Mój świat byłby zdecydowanie uboższy, gdyby nie lekcje z siedemdziesięcioosobową grupą uczniaków wieku przeróżnego domagających się tego samego w tym samym czasie.

Mój świat byłby zdecydowanie uboższy, gdyby nie poranne seanse filmowo-śpiewacze  w gabinecie dyrektora, wypełnionego po brzegi dzieciakami, bo tylko tam prąd pozwala działać projektorowi.

Mój świat byłby zdecydowanie uboższy, gdyby nie nieśmiały uśmiech Lashi i psotne iskierki w oczach Gammacio.

Mój świat byłby zdecydowanie uboższy…

Dlaczego?

„Bo nasza miłość ubogaca świat. Ty kochasz mnie, a Ciebie ja”! – całkiem sensowne i trafne wydają się słowa tej urokliwej, pielgrzymkowej piosenki😊

Aga 😊

PS Wiecie, jakie było pierwsze pytanie mojej mamy, gdy zadzwoniłam do niej po tygodniu bytności
w Afryce? „Jak się czuje Ola?” – o to zapytała mama ma! A kiedy z oburzeniem odparłam, że to ja jestem jej córeczką, odpowiedziała, że ze mną gada cały rok😊. Mój świat zdecydowanie ubogi
nie jest, a Ty, Mamciu, jesteś w nim najdroższa😊

Etiopia -Obóz wakacyjny 2017

Lipiec 17th, 2017 View Profile

Już po raz czwarty w Etiopii organizowany jest obóz wakacyjny dla dzieci. Wolontariuszki, Agnieszka Chlipała i Aleksandra Mularczyk, przeprowadzą zajęcia dydaktyczne, artystyczne i sportowe skierowane do podopiecznych trzech placówek misyjnych. Projekt ten jest kontynuacją działań podjętych w latach ubiegłych, dzięki czemu współpraca z Siostrami Miłosierdzia z Indii owocuje, a my możemy dotrzeć do szerokiej grupy odbiorców i odpowiadać na bieżące potrzeby mieszkańców. Wakacje to czas, kiedy najmłodsi pozostawieni są samymi sobie i całymi dniami bawią się na niebezpiecznych ulicach. Otwierając szkołę i przygotowując twórcze zajęcia, nie tylko zapewniamy im opiekę, ale także rozwijamy talenty i pasję.